wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 31

Caitlin POV:
Już dzisiaj bal, dosłownie nie mogę się doczekać. Dzisiejszy wieczór będzie wyjątkowy, mam nadzieję że dla nas obojga. Siedząc na łóżku z laptopem usłyszałam dzwonek do drzwi, zwlekując się z łóżka zeszłam po schodach aby otworzyć . Nie byłam zaskoczona tym że stała w nich Lily.
- Gotowa na przygotowania do balu? - szeroko się uśmiechając przerzuciła swoją sukienkę przez ramie i weszła do środka. - Wszystko mam tu. - wskazała na swoją wypchaną po brzegi torebkę.
- Do balu jeszcze pare godzin. - zaśmiałam się kręcąc głową.
- Wolę nie biegać później na ostatnią chwilę. - wzruszyła ramionami idąc schodami do mojego pokoju. - Przyniosłam też jedzenie. - wskazała na torbę w swojej drugiej dłoni. - Chińszczyzna.
Ruszyłam w ślad za nią, gdy tylko przeszłam przez próg pokoju zobaczyłam że siedzi na łóżku wyrzucając na nie wszystkie swoje kosmetyki.
- Czas brać się do roboty. - wskazała na wszystkie rzeczy porozrzucane po moim łóżku.

                                                                            ~.~

Obie byłyśmy już gotowe, a godzina balu zbliżała się wielkimi krokami. Nerwy owładnęły całe moje ciało, ręce zaczęły mi się pocić, a żołądek kurczył. Miałam na sobie czarną sukienkę z frędzlami spływającymi po niej całej. Włosy spięte i pokręcone tak aby były krótsze a na nich założoną miałam jeszcze opaskę (klik) Makijaż był mocniejszy niż zwykle, miałam podkreślone na czerwono usta i ciemne cienie na powiekach połączone z kreskami eyelinerem. Do dopełnienia stroju na szyi miałam długi naszyjnik i takie same bransoletki. Natomiast Lily miała na sobie czerwoną sukienkę również z frędzlami, jej blond włosy były wyprostowane a na nich widniała opaska z piórkiem. Makijaż miała podobny do mojego tylko bez kresek. Strój dopełniła biżuteria (klik)
Przejrzałyśmy się ostatni raz w lustrze po czym zeszłyśmy na dół, zerkając na tarcze zegara wiszącego na ścianie wiedziałam że Justin zaraz powinien tutaj być. Po krótkiej chwili usłyszałam pukanie do drzwi, gdy tylko je otworzyłam zobaczyłam mojego idealnie wyglądającego chłopaka. Justin miał na sobie czarny garnitur, rękawy marynarki miał podwinięte do łokci, a na szyi zawiązaną muszkę. Włosy jak zwykle miał postawione ku górze, czułam jakby serce miało zaraz wyskoczyć mi z piersi, wyglądał tak idealnie. Oglądał mnie od góry do dołu oblizując przy tym wargi.
- Kurwa, wyglądasz tak... seksownie. - podszedł bliżej przyciągając mnie do siebie.
- Spokojnie dzieciaki! - Lily podniosła ręce w górę na znak protestu. - To zostawcie sobie na później.
Zaśmiałam się odsuwając od Justina który jękną niezadowolony. Jednak było coś w wyrazie jego twarzy co mnie zaniepokoiło.
- Chodźmy. - zwrócił moja uwagę nadstawiając dla mnie ramie za które od razu chwyciłam.
Po zamknięciu przeze mnie drzwi wsiedliśmy do samochodu Justina po czym ruszyliśmy w stronę szkoły. Muzykę było słychać już przed dojazdem przed budynek , uczniowie wchodzili i wychodzili. Wszyscy byli ubrani w stylu lat 20. Justin zaparkował niedaleko wejścia po czym otworzył nam drzwi.
Gdy tylko weszliśmy do budynku skierowaliśmy się do sali gimnastycznej. Ludzie tańczyli wokół nas śmiejąc się i wygłupiają, Lily oddaliła się od nas w stronę Matta.
- Przyniosę nam coś do picia. - Justin krzyknął aby go usłyszała przez hałas wokół nas, skinęłam tylko głową patrząc jak zaczyna się oddalać.

                                                                             ~.~

Zbliżała się pierwsza w nocy kiedy Justin pociągnął mnie z parkietu w stronę korytarza. Idąc za nim zastanawiałam się dlaczego wyszliśmy. Po chwili dotarliśmy do sali biologicznej, Justin otworzył drzwi po czym weszliśmy do ciemnego pomieszczenia.
- Caitlin musimy porozmawiać. - wzruszył stając prosto.
Czułam jak zaczyna mi się przewracać w żołądku. Z jego twarzy nic nie mogłam wyczytać. Jego ciepłe oczy stały się zimne gdy patrzył na mnie, usta miał zaciśnięte co sprawiało że miałam złe przeczucia.
- Wiem o tym, też chciałam Ci coś powiedzieć. - bawiłam się frędzlami od sukienki wlepiając wzrok w podłogę. Nie wiedziałam od czego mam zacząć, powiedzieć mu tak po prostu że go kocham? Że te pare miesięcy były najlepszymi w moim życiu? Nigdy wcześniej nikomu tego nie powiedziałam,a teraz gdy wiem co czuję do Justina stoję przed nim i zachowuje się jak idiotka z nadzieją że on odwzajemnia moje uczucia. Już miałam otwierać usta kiedy niespodziewanie drzwi od sali otworzyły się a do środka weszła pijana para. Dziewczyna chichotała w szyje chłopaka obdarowując ją pocałunkami, a on trzymał ją mocno w biodrach. Kiedy tylko zarejestrowali że to pomieszczenie jest już zajęte chłopak uniósł wolną rękę na znak zrozumienia i zamkną za nimi drzwi zapewne szukając innej sali. Wiedziałam że jeśli teraz nie powiem mu czego czuję nie odważę się na to nigdy. Podchodząc do niego chwyciłam jego dłoń patrząc mu prosto w oczy.
- Justin...
- To koniec Caitlin. - wyrwał dłoń odsuwając mnie od siebie. Stałam w szoku wpatrują się w niego, nie mogłam wydusić nawet słowa.
- Justin... - kręciłam głową zamykając oczy. - Dlaczego? Zrobiłam coś źle? - czułam jak pod powiekami zbierają mi się łzy. - Proszę, nie rób tego. - załkałam zasłaniając dłonią usta.
On jedynie patrzył na mnie pustym wzrokiem i zaczął obracać się w przeciwną stronę.
- Ale ja cię kocham. - powiedziałam ledwo trzymając się na nogach, czułam jak po policzkach ściekają mi łzy. Mój świat rozpadł się właśnie na milion drobnych kawałków których miałam wrażenie nigdy juz nie poskładam w całość. Spojrzał jedynie na mnie wzruszając ramionami i obracając się na piętach z obojętnym wyrazem twarzy, wsadzając ręce do kieszeni spodni odszedł.
Odszedł.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał co?
Mam nadzieję że rozdział się spodobał, zapraszam do komentowania.



sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 30

Parę miesięcy później...

1 czerwca 

Caitlin biegła opustoszałym już korytarzem spóźniona z dobre 15 minut na historię Stanów Zjednoczonych, nikogo nie powinno to dziwić dziewczyna prawie zawsze się spóźniała chociaż mieszkała niedaleko szkoły. Delikatnie pukając pociągnęła za klamkę i weszła do środka przepraszając panią Red za spóźnienie. Nie rozglądając się po klasie podeszła szybko na swoje miejsce rzucając książki na ławkę w tym samym czasie siadając. O dziwo obok niej nie siedział już Justin tylko nieznany jej chłopak. Szatny nawet nie zauważył że dziewczyna usiadła tuż obok niego, ponieważ wpatrzony był w jeden punkt. Caitlin przyjrzała mu się uważniej, chłopak miał zielone oczy, nigdy jeszcze nie widziała tak pięknych zielonych oczu, jego skóra była opalona jakby właśnie wrócił z jakiejś tropikalnej wyspy, mięśnie pod jego koszulką można było zobaczyć na pierwszy rzut oka. Był bardzo przystojny i dobrze zbudowany.
- Gapisz się. - odwrócił wzrok od punktu i spojrzał wprost na dziewczynę z małym uśmieszkiem na ustach.- Wiem że jestem przystojny, ale powstrzymaj się. - puścił do niej oczko.
Caitlin od razu odwróciła wzrok i czuła jak jej policzki zaczynają płonąć żywym ogniem, musiała dość sporo czasu przyglądać się nieznajomemu.
- Jestem Carter. - szturchając ją w bok przedstawił się. - Tylko żartowałem, spokojnie.
- Um, Caitlin. - lekko uśmiechnęła się do chłopaka. - Jesteś nowy? Wcześniej cię tu nie widziałam.
- Tak, przyjechałem z Florydy. Jak widzisz rodzice nie mają wyczucia czasu do przeprowadzek. - zaśmiał się pokazując przy tym swoje białe zęby.
- Caitlin historia znowu się powtarza? Z każdym nowym uczniem musisz sobie pogawędzić? Umówicie się później. - pani Red odchrząknęła wyraźnie niezadowolona.
- Przepraszam. - odezwali się w jednej chwili.

Rozbrzmiał dzwonek na przerwę, dziewczyna wstała zbierając swoje rzeczy żeby wyjść z sali kiedy poczuła że ktoś łapie ją za łokieć, to był Carter.
- Mogłabyś mnie oprowadzić po szkole? Jeszcze nie za dobrze wiem co gdzie jest. - uśmiechnął się delikatnie.
- Pewnie, chodź.
Dziewczyna oprowadzała Cartera po szkole, o dziwo mieli wiele wspólnych tematów. Chłopak był bardzo miły czym zapunktował u Caitlin. Po zwiedzeniu już prawie całej szkoły poszli na stołówkę.
-Weźmy coś do jedzenia. - powiedziała podchodząc do lady i łapiąc za tacę. Wybrała to co zwykle, kanapkę, małą butelkę wody i jabłko. Carter natomiast wziął porcję frytek, cole i burgera.
Gdy zapłacili za jedzenia omiotli spojrzeniem sale pełną już po brzegi aż Caitlin rozpoznała znajomą jej czuprynę. Zaczęła iść w tamtą stronę pokazując aby chłopak poszedł za nią. Gdy dotarli do stolika pocałowała Justin od tyłu w policzek i usiadła obok niego.
- Hej skarbie. - uśmiechnęła się rozpakowując swoją kanapkę.
- Cześć piękna, a to kto? - uniósł brwi wskazując na chłopaka siedzącego obok.
- To jest Carter, jest nowy. Wiedziałbyś gdybyś przyszedł na historię. - zachichotała posyłając szeroki uśmiech chłopakowi.
- Miałem ważniejsze sprawy niż zamartwianie się tym że Red dostanie białej gorączki, bo opuściłem jej lekcje. - wzruszył beznamiętnie ramionami upijając łyk swojego napoju. - Jestem Justin. - tym razem zwrócił się do chłopaka.
- Carter.
- Trochę kiepski moment na przeprowadzkę, nie uważasz?
- Jakbym o tym nie wiedział. - odparł biorąc gryza burgera.
- Justin? - Caitlin zwróciła jego uwagę.
- Hm?
- Za tydzień jest bal w stylu lat 20.
- Wiesz że nienawidzę takich balów. - przewrócił oczami wzdychając.
- Proszę, już niedługo koniec roku szkolnego. Będziesz miał spokój, obiecuję. - wydęła dolną wargę.
- Uh, niech ci będzie. - pocałował ją przelotnie w usta.
- Dziękuję.- zaklaskała radośnie w dłonie szeroko się uśmiechając.

                                                                               ~.~

Do: Lily
Masz ochotę skoczyć na małe zakupy? 

Od: Lily 
Pewnie, za godzinę w centrum handlowym? 

Do Lily:
Do zobaczenia, xo.

- Poznałaś już tego nowego chłopaka? Cartera? - Lily posłała szeroki uśmiech Caitlin co ta od razu odwzajemniła.
- Tak. Siedziałam z nim na historii i oprowadziłam go po szkole. - odpowiedziała wchodząc do sklepu w poszukiwaniu idealnego stroju na bal.
- Justin powinien być zazdrosny, widziałam go wygląda jak Grecki Bóg! - zaśmiała się przechodząc między wieszakami.
- A gdybyś przyjrzała mu się z bliska, wygląda jeszcze lepiej. Ale nie, to nie mój typ.
- O tak twój typ to przystojniak aka bad boy aka Justin Bieber. - podniosła wysoko brwi rozbawiona.
- Zobacz tą! Jak myślisz pasuje do mnie? - Lily podniosła sukienkę i przysunęła ją do siebie.
- Będziesz w niej wyglądała idealnie. Kto wie może Carter też tam będzie. - poruszyła śmiesznie brwiami.

                                                                       ~.~

Po paru godzinnych zakupach wreszcie znalazła sukienkę dla siebie, gdy tylko weszła do domu pobiegła do swojego pokoju i umieściła swoją nową zdobycz w szafie. Miała nadzieję że spodoba się Justinowi i będzie to idealny wieczór dla ich obojga, planuje tego wieczoru wyznać Justinowi to co do niego czuje i pokazać mu jak bardzo go kocha. Z tymi myślami odpłynęła w błogi sen.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jestem z powrotem! Opowiadanie chyli się ku końcowi, ale teraz zacznie się dziać. Mam zamiar rozpocząć nowe opowiadanie, więc jeśli chcielibyście by doszło do skutku napiszcie mi o tym w komentarzu.
Do następnego! ;)



środa, 28 maja 2014

Informacja

Hej, nie to nie jest kolejny rozdział, a raczej mała informacja dla was. Wiem że już spory czas nie ma rozdziału, ale jak wiecie zbliża się koniec roku szkolnego i trzeba brać się za poprawianie ocen. Chciałam was poinformować że zawieszam opowiadanie do wakacji, wtedy będę miała więcej czasu i myślę że rozdziały też będą lepsze. Ostatnio nie jestem z nich zadowolona. Wychodzi mi to coraz gorzej, mam nadzieję że przez ten czas przybędzie mi więcej ciekawych pomysłów na to opowiadanie. Mam nadzieję że poczekacie jeszcze trochę. Na teraz to tyle. Do następnego rozdziału! 

Jeśli macie jakieś pytania to mój ASK 
Znaleźć mnie możecie również na TWITTERZE

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 29

- Gdzie on jest?! Gdzie jest ten gówniarz?! - trzask drzwi wejściowych i krzyk upitego ojca rozniósł się echem po całym domu. 
Justin siedział skulony wiedząc co zaraz się stanie. Słyszał ciężkie kroki które z każdą sekundą były coraz bliżej jego pokoju. Podnosząc głowę odsunął się tak daleko aż jego plecy uderzyły o ścianę za nim. Gałka u drzwi przekręciła się z rozmachem a drzwi zostały pchnięte z taką siłą że mało co nie wyleciały z zawiasów. Zataczający się Jeremy Bieber podążał ku wystraszonemu szesnastolatkowi, gdy był już na tyle blisko chłopca złapał go za kołnierz jego koszulki i podniósł ku górze tak ze tylko koniuszki jego palców dotykały paneli. 
- To wszystko przez ciebie, przez ciebie zginął Jaxon. - pięść wymierzona w twarz chłopaka wydała charakterystyczny dla uszu dźwięk. - Gdyby nie ty on nadal by tu był. - Justin został brutalnie uderzony o podłogę, z taką siłą że niemal usłyszał jak jego kości łamią się. - To ty! Ty powinieneś był wtedy zginąć, nie on! Ty! Nie Jaxon! - wymierzając kopniaka w brzuch i tak zwijającego się z bólu chłopaka ojciec nie zaprzestawał swoich czynów. - Jesteś jednym wielkim kawałkiem gówna, byłeś jesteś i będziesz pomyłką do końca twego zasranego życia! - Kolejny cios, kolejny ból zadany przez ojca sprawiał że chłopak chciał umrzeć, nic nie miało dla niego sensu.  Z każdym kolejny słowem ojca chłopak wiedział że on ma rację. To jego wina, to on powinien wtedy zginąć, nie Jaxon. Rzeczy dziejące się w pokoju chłopaka pozostawały tajemnicą dla wszystkich, nikt nie wiedział co się tam działo, oprócz jednej osoby, małej dziewczynki stojącej u progu wejścia do pokoju Justina. Jazmyn Bieber stała patrząc się na rozgrywającą się scenę przed jej oczami, przytulała do siebie pluszowego króliczka i cicho płacząc błagała ojca aby przestał. Patrzyła jak kolejne siniaki na ciele jej brata pojawiają się w dużych ilościach, a kości pękają pod silnymi uderzeniami ojca. Starszy brat nie chciał pokazać dziewczynce że cierpi, krew była widoczna na całym jego ciele, jednak nie chciał żeby jego siostra wiedziała jaki ból mu to sprawia, nie tylko czyny ale i słowa. 
Ojciec na dziś zakończył swoje znęcanie się nad synem, jednak to nie był jeszcze koniec i oboje o tym wiedzieli. Przeszedł obok zalanej łzami dziewczynki która od razu rzuciła się na pomoc bratu. Klęknęła przed nim chcąc mu w jakikolwiek sposób pomóc. Justin leżał jednak na podłodze pobity do tego stopnia że nie dał rady nawet się podnieść, ból przeszywał całe jego ciało. 
-Justin? Justin, proszę powiedz coś. - łkała przytulając się do brata. 
Cicho jęcząc chłopak przyciągną do siebie Jazmyn.
-Nic mi nie jest księżniczko, wszystko jest w porządku, nie martw się. - ucałował jej czółko po czym starał się podnieść o własnych siłach, co nie przychodziło mu łatwo. 

Potrząsając głową Justin starał się odgonić wszystkie złe wspomnienia które wracały do niego niczym bumerang. Tamte lata były najgorsze w jego życiu, codzienne oglądanie pijanego ojca który znęcał się nad nim. Dzieciństwo jego jaki i jego siostry było istnym horrorem. Szedł przed siebie a wiatr rozwiewał kosmyki jego włosów, była chłodna zimowa noc, jednak Justin Bieber szedł ulicami Stratford nie patrząc na to która jest godzina. Skręcając uliczkami aż dotarł do miejsca do którego zmierzał. Pchając wielkie metalowe drzwi które zaskrzypiały otwierając się wszedł do wielkiego magazynu. Rozglądając się dookoła przypomniał sobie wszystkie chwile które tu spędził, to tutaj wszystko się zaczęło. Charakterystyczny dla niego zapach benzyny i pleśni dostał się do nozdrzy chłopaka. Wszystko wyglądało tutaj dokładnie tak jak kiedyś, może z wyjątkiem tego że czas zrobił swoje, a przedtem i tak już stare ściany są teraz w wiele gorszym stanie. Szedł powoli przed siebie spoglądając na wszystko wkoło niego. Nie przyjechał do Stratford z byle jakiego powodu, potrzebował czegoś, a to mógł mu dostarczyć tylko jeden człowiek.
Thomas szedł przed siebie dumnym krokiem patrząc na stojącego tyłem do niego chłopaka.
-Bieber, co cię tu sprowadza? Dużo czasu cię tu nie było. - staną za chłopakiem w tym samym czasie wypuszczając dym z ust.
Justin odwrócił się spoglądając na średniego wzrostu mężczyznę pokrytego tatuażami, był on koło czterdziestki.
-Nie zadzwoniłem do ciebie z byle jakiego powodu Tom, wiesz czego potrzebuję. - zaśmiał się ochryple podchodząc bliżej mężczyzny. - Nie przyjechałbym tu z byle bzdety. Masz to o co cię prosiłem?
Mężczyzna zgniótł peta podeszwą buta po czym kiwną w stronę chłopaka aby ten poszedł za nim. Gdy tylko wyszli na zewnątrz zimny wiatr owiał ich twarze. Podchodząc Thomas wyją z bagażnika swojego jeepa dużą torbę.
-To co zwykle Bieber. - rzucił torbę pod nogi chłopaka.
Bieber kucnął nad torbą po czym rozsuwając zamek sprawdził czy wszystko co chciał jest w środku. Gdy zobaczył że wszystko jest zasuną torbę z powrotem podnosząc z ziemi. Z kieszeni wyją plik banknotów po czym podał go mężczyźnie.
-Miło robi się z tobą interesy. - rzucił po czym odwrócił się na piętach i ruszył z powrotem.
Tak naprawdę nikt nie wiedział dlaczego chłopak wyjechał do Nowego Jorku, krążył różne plotki jednak nikt tak naprawdę nie znał prawdy, tylko on sam.

                                                                         ~.~

-Kope lat bracie. - przyciągając blondyna w męski uścisku Justin przywitał się z przyjacielem.
-Co cię tu sprowadza Bieber? - błękitne tęczówki Roya świdrowały Justina.
-Wiesz, miałem tutaj pare niedokończonych spraw, postanowiłem że cię odwiedzę przy okazji.
-Dobra stary, skoro już tu jesteś chodźmy się zabawić. - wyszczerzył się łapiąc za szyję Justina i ciągnąc go w stronę swojego samochodu.
-Jak za dawnych czasów. - chłopak zaśmiał się wsiadając do samochodu.
Roy Harper nigdy nie był fanem wolnej jazdy według przepisów, więc po pięciu minutach byli już na miejscu. Zapach alkoholu i nikotyny dotarł do nozdrzy Biebera, zaciągając się nim wiedział że jest we właściwym miejscu. Obaj szli przed siebie w stronę tłumu.
-Yo! Ludzie patrzcie kto raczył zaszczycić nas swoją obecnością! - krzykną w ich stronę wskazując na Justina.
Ludzie odwrócili się w stronę z którego dochodził głos od razu szeroko się uśmiechając i pokrzykując. Doskonali znali tą osobę, dziewczyny zawsze dawały się zaciągać do łóżka, wiedziały że nie jest to gość który bawi się w związki, jednak coś je do niego ciągnęło. Może to że zawsze miał sekrety? Wszyscy mieli do niego respekt, wiedzieli że jest nieobliczalny i nie ma skrupułów.
-Tęskniłem za tym. - rzucił do Harpera idąc przed siebie.Roy tylko kiwną głową wiedząc o co chodzi.
-To co Bieber, może wyścig? - zaproponował blondyn podnosząc brwi - Jak za starych dobry czasów.
-Jak za starych dobrych czasów. - powtórzył szeroko się uśmiechając.
-Archie podstaw wozy! - powiedział do innego kolesia klepiąc go po plecach.
Po chwili dwa czarne mustangi podjechały na linie startu. Obaj kierowcy zaciągnęli się ostatni raz swoimi jointami po czym wyrzucili je przez otwarte okna dając sobie wzajemnie znak że są gotowi. Dziewczyna o kruczoczarnych włosach sięgających do pasa wyszła przed oba auta unosząc do góry lśniący pistolet. Po pare sekundach rozległ się strzał a oba wozy wystrzeliły do przodu pozostawiając za sobą jedynie kłęby dymu.

-Dałem ci fory. - zaśmiał się Justin dając przyjacielowi kuksańca w bok.
-Wmawiaj sobie. - Roy nie pozostawał dłużny i oddał Bieberowi. - To co idziemy się teraz zalać w trupa? - zaproponował.
-Nie mogę, muszę już wracać. Przyjechałem tu tylko żeby coś załatwić. - odpowiedział tym czasem otwierając SUV'a.
-W takim razie wpadaj częściej, kto wie może i ja cię kiedyś odwiedzę. Zobaczę jak się urządziłeś w wielkim mieście. - zaśmiał się.
-Do zobaczenia bracie. - odpowiedział po czym zatrzasną za sobą drzwi samochodu, po czym odpalając silnik ruszył w drogę powrotną.

Chłopak miał obmyślany dokładnie cały plan oraz strategię. Wiedział czego chce i do czego dąży. Każdy jego ruch był dokładnie przemyślany, a on sam potrafił doskonale manipulować i oszukiwać nawet najbliższe mu osoby. Był niczym socjopata.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jak widzicie dowiedzieliście się czego o przeszłości Justina jak i o nim samym. Mam nadzieję ze rozdział się podobał i zachęcam do komentowania, to bardzo motywuje.



niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 28

Caitlin POV:

Przetarłam zaspane oczy podnosząc głowę żeby spojrzeć na zegarek, 12.38. Z pojękiwaniem podniosłam się leniwie z łóżka, wzięłam telefon do ręki, chwila, nie zostawiłam go wczoraj razem z kurtką w samochodzie Lily? Odblokowując ekran zobaczyłam że mam dwie nieodebrane wiadomości. Pierwsza była od Lily.

Od: Lily
Rano podrzuciłam ci twoje rzeczy, nie chciałam cię budzić, xx

I wszystko jasne. Gdy skończyłam odczytywać pierwszą wiadomość kliknęłam na drugą.


Od: Justin 
Mam nadzieję że się wyspałaś księżniczko, po południu gdzieś cię zabieram, o 15 będę pod twoim domem.

Szybko podniosłam się z łóżka i zaczęłam grzebać w komodzie, muszę wziąć prysznic, wyszykować się, wyprowadzić Lucky'iego na spacer i zjeść śniadanie, a czasu jest coraz mniej. Wybrałam że nie będę dużo kombinować z ubraniem, zdecydowałam się na pare ciemnych jeansów, bokserkę i zwykłą szarą bluzę. Zabierając przygotowane rzeczy oraz po drodze zahaczając o czystą bieliznę poszłam do łazienki. Nie miałam ochoty na długi prysznic więc po około 20 minutach wyszłam z kabiny dokładnie osuszając ciało. Nie miałam czasu aby zostawić włosy do wyschnięcia więc wysuszyłam je. Ubrana i umalowana wyszłam z łazienki w miedzy czasie wiążąc włosy w luźny kok. Gdy byłam już w pokoju złapałam za smycz otwierając szerzej drzwi żeby zachęcić Lucky'iego by wyszedł z pokoju. Gdy zeszłam już na dół ubrałam kurtkę i moje krótkie emu, zgarnęłam kluczyki z szafki i wyszłam na podwórko.
Po dosyć krótkim spacerze zjadłam jeszcze śniadanie, tosty, tak zdecydowanie kocham tosty i popiłam je sokiem pomarańczowym. Gdy wstawiałam brudne naczynia do zmywarki spojrzałam na zegar który wskazywał już 14.52. Po krótkiej chwili usłyszałam klakson więc szybko domyśliłam się że to Justin. Włożyłam na siebie dokładnie to co wcześniej i zamykając za sobą dom kierowałam się w stronę samochodu chłopaka. Gdy tylko usiadłam na miejsce pasażera chłopak nachylił się i pocałował mnie, długo nie czekając odwzajemniłam pocałunek.
-Mmm, jakie miłe przywitanie. - powiedział odsuwając się ode mnie.
-Trudno zaprzeczyć, gdzie mnie zabierasz? - zapytałam ciekawsko.
-Niespodzianka, zobaczysz. Jedynie mam nadzieję że mnie za to nie zabijesz. - zaśmiał się odpalając silnik.
-Zaczynam się bać. - zaśmiałam się.

                                                                      ~.~

Po paru minutach chłopak zaparkował przed lodowiskiem. Szerzej otwierając oczy, uchylając usta spojrzałam na chłopaka.
-Lodowisko? Zwariowałeś? Przez ciebie nie będę mogła usiąść przez tydzień. - sapnęłam.
-Przestań, nie będzie tak źle. Będę cię trzymał. - wyszczerzył się do mnie.
-Nie, nigdzie nie idę. - założyłam ręce na piersi rozsiadając się w fotelu.
Justin podniósł brwi uśmiechając się pod nosem. Tak to zdecydowanie źle wróży.
Po chwili drzwi od mojej strony były otworzone,  Justin złapał mnie pod kolanami, drugą rękę usadowił na moich plecach i jednym zwinnym ruchem wyniósł mnie z auta.
-Powiedziałaś że nigdzie nie idziesz, w takim razie cię zaniosę. - uśmiechnął się do mnie z góry po czym złożył pocałunek na moim policzku.
Zaczęłam machać nogami i śmiać się z jego dziecinnego zachowania.
-Justin puść mnie. - krzyknęłam przez śmiech.
-Nie, aż się nie zgodzisz. - lekko podrzucił mnie do góry aby lepiej mnie trzymać.
-Dobrze, dobrze! - po tych słowach chłopak postawił mnie tuż przed wejściem na lodowisko - Ale jeśli się zabiję to będzie twoja wina. - zaśmiałam się.
Justin nie odpowiedział, pokręcił tylko z rozbawieniem głową i łapiąc mnie za rękę weszliśmy do środka.

Gdy pani po pięćdziesiątce podała nam nasze łyżwy podeszliśmy do ławek po chwili na nie siadając żeby je włożyć. Gdy skończyliśmy je wiązać nasze buty włożyliśmy do szafek po czym ruszyliśmy w stronę lodowiska, nie obeszło się żebym nie próbowała uciekać.
Z racji tego że święta zbliżają się wielkimi krokami lodowisko było już delikatnie przybrane. Wszystko wyglądała naprawdę pięknie. Justin złapał mnie za rękę powoli prowadząc na lód. Gdy tylko na nim stanęłam o mały włos się nie przewróciłam, chłopak zdążył złapać mnie w talii i przyciągnąć do swojego boku.
-Naprawdę nie umiesz jeździć, ale nie martw się nauczę cię. - mrukną mi do ucha po chwili cicho chichocząc.
Chciałam uderzyć go w klatkę, jednak powstrzymałam się bo wiedziałam czym by się to dla mnie skończyło. Przewróciłam więc tylko oczami.
-Chodź, złap mnie za ręce. - podjechał naprzeciwko mnie łapiąc za ręce. - A teraz powoli zacznij ruszać nogami. Dobrze. Widzisz? To nie takie trudne.- po tych słowach straciłam równowagę i wpadłam prosto w jego ramiona, oh ironio.
Zaśmiałam się razem z chłopakiem. Muzyka w tle jeszcze bardziej uprzyjemniła tą chwilę. Czuję się jak w tanim romansidle, para stoi na środku lodowiska po czym zaczynają się całować. Tak dokładnie było z nami, trochę to śmieszne, ale nie narzekam. Ludzie którzy obok nas przejeżdżali puszczali w naszą stronę spojrzenia, jedni wydawali ciche 'aww', za to inni patrzyli na nas z niesmakiem, chodź dla mnie to bardziej zazdrość, bo też chcieliby doświadczyć czegoś takiego.
-Dobrze, a teraz pojeźdźmy. - zaśmiałam się i odpychając chłopaka na bok szybko ruszyłam przed siebie. Tak umiałam jeździć, dziadek zabierał mnie na lodowisko kiedy byłam młodsza. Justin stał jeszcze chwile osłupiały, ale po chwili ruszył za mną. Zaczęłam się śmiać i uciekać przed nim, jednak po chwili poczułam uchwyt w tali.
-Ty mała kłamczucho, kara cię nie ominie. - szepną mi do ucha.
Nim zdążyłam zarejestrować co powiedział Justin zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam się śmiać tak głośno że przejeżdżający ludzie patrzyli na mnie jakbym była szalona.
-Justin p-prosze s-starczy. - mówiłam przez napady śmiechu.
Po chwili oboje wylądowaliśmy na lodzie głośno się śmiejąc, dosłownie pokładaliśmy się ze śmiechu.

                                                                        ~.~

Siedzieliśmy przy stoliku popijając gorącą czekoladę, bez przerwy rozmawiając. Mieliśmy tyle tematów i każdy kończył się śmiechem.
-Naprawdę to zrobiłaś? - trząsł się ze śmiechu
-Tak! Żebyś widział miny tych wszystkich ludzi. Bezcenne. - śmiałam się razem z nim.

Rzucając się na łóżko nie mogłam przestać się uśmiechać. Ten dzień był idealny, a między mną i Justinem układa się coraz lepiej.

Gdyby tylko wiedziała co skrywa w sobie ten chłopak. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chciałam was przeprosić że ostatnio rozdziały pojawiają się coraz rzadziej, ale ostatnio nie miałam wcale pomysłów. Do tego również jest mi bark jakiejkolwiek motywacji, komentarzy z rozdziału na rozdział jest coraz mniej. Bardzo chciałabym abyście wyrażali swoje opinie bo to jest bardzo motywujące dla mnie.
Na dzisiaj to tyle, zapraszam do komentowania.

Ps. Rozdział niesprawdzany.  

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 27

Caitlin POV:

-Dwie wódki. - Lily uśmiechnęła się do barmana, no co ten tylko skiną głową i zaczął przygotowywać nasze drinki.
-Nie ma mowy, nie piję. - krzyknęłam do niej żeby moje słowa dotarły do niej przez dudniącą muzykę w tle.
-Wyluzuj Cait, zabaw się! - odkrzyknęła i szeroko się uśmiechnęła podnosząc swoją wódkę postawioną przedtem przez barmana i jednym szybkim ruchem wypiła ją.- Teraz ty. - podsunęła mi drugi kieliszek wypełniony przeźroczystą cieczą.
Niechętnie podniosłam kieliszek przytykając go sobie do ust, ciecz zaczęła piec mnie w gardle na co się skrzywiłam.Odkładając kieliszek na bar uśmiechnęła się do Lily.
-Można się przyzwyczaić.
-No widzisz. - blondynka uśmiechnęła się pokazując do barmana żeby podał nam jeszcze raz to samo.
Po chwili barman postawił przed nami kolejne dwa kieliszki, wzięłyśmy je w dłonie po czym stuknęłyśmy się nimi i odchylając głowy do tyłu wypiłyśmy. Zaraz po tym kiedy odstawiłam szklany przedmiot na bar ktoś dosłownie rzucił się na mnie od tyłu. Odwracając się żeby skrzyczeć te osobę zauważyłam wielki uśmiech Jazmin.
-Co ty tutaj robisz? - zawołałam przytulając ją jednocześnie.
-Justin gdzie wyszedł więc wymknęłam się z domu i jestem. - podniosła ochoczo ręce do góry wykonując swój taniec szczęścia.
-No to idziemy tańczyć! - Lily owinęła ramiona wokół naszych szyj i pociągnęła nas na parkiet pełen ludzi.
Zaczęłyśmy poruszać się w rytm muzyki śmiejąc się i wymachując rękami co powodowało jeszcze większe napady śmiechu. Gdy tańczyłyśmy już do trzeciej piosenki pod rząd poczułam czyjeś ręce na moich biodrach. Szybko zepchnęłam je gniewnie się obracając. Za mną stał wysoki brunet, przyglądał mi się od góry do dołu. Był wyższy ode mnie, nawet teraz kiedy byłam w szpilkach.
-Nie denerwuj się tak. - podniósł ręce w geście obronnym.
-Nie denerwowałabym się tak jeśli byś nie kład na mnie rąk. - podniosłam brwi zakładając ręce.
-Nie mów że ci się to nie podobało skarbie. - nachylił się szepcząc mi do ucha, na co instynktownie wzięłam krok w tył.
-Po pierwsze nie nie podobało mi się to, po drugie nie mów do mnie skarbie.
-Yo! Lucas, chodź tu! - ktoś krzyknął zza niego na co odwrócił się w tamtą stronę i gestem dłoni pokazał że zaraz przyjdzie.
-Może przyłączysz się do nas? - zapytał podchodząc coraz bliżej mnie.
-Nie dzięki, jestem tu z przyjaciółkami. - odpowiedziałam i już chciałam odejść kiedy złapał mnie za nadgarstek.
-Jesteś tego pewna? Twoje przyjaciółki mogą się przyłączyć. - uśmiechnął się chytrze puszczając do mnie oczko.
-Nie słyszałeś co powiedziała? Nie chce nigdzie z tobą iść, nie dociera to do ciebie? Bo jeśli nie to mogę ci to wytłumaczyć w inny sposób. - zza mnie wyłonił się Justin, staną przede mną zakrywając mnie przed nieznajomym mi chłopakiem. Prostował i zaciskał dłonie w złości która aż kipiała z niego.
-Oh, Bieber obrońca dziwek się pojawił. Czym zawdzięczam ten zaszczyt mistrzu? - ukłonił się przed Justinem chcąc tym bardziej go zdenerwować.
Chłopak podszedł jeszcze bliżej niego tak że prawie stykali się klatkami. Nie chciałam żeby Justin oberwał znowu przeze mnie więc postanowiłam się wtrącić. Kładąc delikatnie rękę na ramieniu chłopaka zmusiłam go żeby na mnie spojrzał.
-Justin, nie warto. - pokręciłam głową próbując odciągnąć go.
Jego twarz złagodniała, jednak nadal był zły. Niechętnie skinął głową oplatając rękę wkoło mojej tali prowadząc mnie w przeciwnym kierunku. Dokładnie przyjrzałam się chłopakowi. Był ubrany w luźne czarne spodnie zwisające mu luźno z bioder, buty za kostkę również w kolorze czarnym i biały t-shirt, dzięki krótkiemu rękawkowi mogłam dokładnie przyjrzeć się jego tatuażom pokrywającym całą jego rękę, tworzącymi tak zwany rękaw. Gdy doszliśmy w cichsze już miejsce chłopak zatrzymał się lustrując mnie wzrokiem.
-Co ty tutaj robisz? - zapytał podenerwowany.
-Lily zaprosiła mnie tut- - nie dał mi skończyć.
-Nie powinno cię tu być, tutaj nie jest bezpiecznie dla takiej dziewczyny jak ty, jest tu pełno zboczeńców i popaprańców. - zawrzał, nigdy jeszcze nie widziała tej strony Justina, jego karmelowe pełne ciepła oczy były ciemnie i nie wyrażały żadnych emocji.
-Justin, spokojnie nic mi nie jest, uspokój się. - uśmiechnęłam się delikatnie chcąc by wrócił stary Justin, ten trochę mnie przerażał.
-Jak mam się uspokoić kiedy moja dziewczyna chodzi sama do takich miejsc jak to?!
-Nie jestem tutaj sama, są tutaj są tutaj Lily i- odchrząknęłam przypominając sobie że Justin nie wie że Jazzy tutaj jest - i teraz jesteś tutaj i ty. - w myślach przybiłam sobie piątkę za wybrnięcie z sytuacji.
Eh.. - pocierając rękoma po czole westchną w frustracji - dobrze. - Ale nie zostaniemy tutaj długo.
Uśmiechnęłam się szeroko całując go w usta, chłopak był na początku zszokowany moim zachowanie ale szybko odwzajemnił pocałunek.
-A teraz chodźmy zatańczyć. - powiedziałam ciągnąc go za rękę w stronę tłumu ocierających się o siebie ludzi.
Justin przyciągną mnie do siebie błądząc rękoma po mojej talii, razem poruszaliśmy się w rytm muzyki.
Gdy za plecami Justina zobaczyłam Lily wraz z Jazzy jeszcze bardziej przyciągnęłam do siebie Justina tak aby nie miał możliwości spojrzenia w tamtą stronę. Wymachując rękoma do dziewczyn przekazałam im że mają się stąd jak najszybciej wynosić. Te tylko skinęły głowami i pokierowały się w kierunku wyjścia. Odetchnęłam z ulgą rozluźniając się gdy tylko zniknęły z pola mojego widzenia.

                                                                             ~.~

-Zbierajmy się już, dochodzi druga nad ranem. - Justin powiedział prowadząc mnie do wyjścia.
Gdy tylko znaleźliśmy się na zewnątrz zadrżałam, w myślach uderzyłam się w czoło przypominając sobie że kurtkę i inne moje rzeczy zostawiłam w samochodzie Lily. Gdy tylko chłopak dostrzegł że drżę zdjął z ramion wcześniej nałożoną kurtkę i owinął nią mnie po czym przycisnął mnie do swojej klatki piersiowej. Wtuliłam się w niego, zapach jego perfum uderzył w moje nozdrza. Pachniał tak przyjemnie.
Otworzył mi drzwi samochodu po czym zamknął je gdy tylko byłam już w środku, po czym obiegł maskę i usadowił się na miejscu kierowcy. Po chwili odpalił silnik i ruszył na pustą drogę. Nie ma co się dziwić jest noc i wszyscy ludzie śpią.
Chłopak zatrzymał się na czerwonym świetle czekając aż będzie mógł ruszyć dalej, ni stąd ni zowąd przed nami pojawiły się dwa samochody przecinające nam drogę. To wyglądało jakby się ścigały, nawet nie zdążyłam dokładnie ich zobaczyć a już ich nie było. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami po czym zwróciłam wzrok ku Justinowi, zaciskał nerwowo dłonie na kierownicy a gdy tylko światło zmieniło się na zielone ruszył.
-Co to było? - zapytałam po chwili ciszy.
-Pewnie jakieś bogate małolaty urządziły se wyścigi samochodami rodziców. - pokręcił głową skręcając.
-Oh, pewnie tak. - skinęłam. - Justin?
-Tak? - spojrzał na mnie wyczekująco jednak nie spuszczając na długo wzroku z drogi.
-Zgłodniałam. - powiedziałam lekko zawstydzona, co on sobie o mnie pomyśli? Pewnie że jestem jakimś obżartuchem.
Justin zaśmiał się i spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem. - Masz wyczucie czasu. - ponownie jego śmiech rozniósł się po samochodzie. - Ale znam pewne miejsce które jest czynne 24h. - po tych słowach niespodziewanie skręcił zawracając.
Po 15 minutach zatrzymał się przy drive-throughs składając nasze zamówienia. Gdy je odebraliśmy Justin poprosił mnie abym jeszcze nie zaczynała jeść. Po chwili zaparkował samochód i wysiadłszy z niego otworzył mi drzwi. Na plecy miałam zarzuconą jego kurtkę i gdy tylko spojrzałam na niego jak stoi przede mną w samym krótkim rękawku zrobiło mi się głupio. Przecież on marznie przeze mnie. Zaczęłam zdejmować kurtkę podając mu ją. Zaprzeczył głową  z powrotem mi ją wkładając. Sam podszedł do bagażnika i wyciągnął z niego zwykłą szarą bluzę, po czym zarzucił ją sobie na ramiona.
-Chodź. - wyciągną rękę w moją stronę, natomiast w drugiej trzymał nasze jedzenie. Zaczął prowadzić mnie w nieznaną mi stronę aż nie rozpoznałam że dotarliśmy na Most Brookliński, szliśmy jeszcze kawałek mostem aż zatrzymaliśmy się po środku, widok był przepiękny. Chłopak pociągną mnie za sobą żeby usiąść, nie przeszkadzało mi teraz że ubrudzę se sukienkę, ta chwila była dla mnie wyjątkowa. Uczucie które zagościło we mnie było nie do opisania.
Otworzyłam opakowania łakomie pragnąc aby już skonsumować to co było w środku. Gdy tylko złapałam za cheeseburgera od razu wepchnęłam go sobie do ust, oczywiści nie całego ale wzięłam dość spory kęs, głód mi doskwierał. Doskonale wiedziałam że wyglądałam w tej chwili śmiesznie i pewnie cała się ubrudziłam, ale nie obchodziło mnie to. Justin patrzył na mnie rozbawiony tym jak desperacko jadłam.
-Wow, naprawdę jesteś głodna. - ponownie jego śmiech rozniósł się wkoło nas, jego śmiech był dla mnie jak muzyka dla mych uszu.
-Bardzo. - odpowiedziałam zatykając dłonią pełne jedzenia usta.
Gdy skończyliśmy jeść zamknęliśmy puste opakowania i odstawiliśmy je na bok.
-Ubrudziłaś się. - Justin przysunął się bliżej mnie po czym przybliżył kciuk do kącika moich ust i lekko pocierał. Oboje patrzyliśmy na siebie w komfortowej ciszy. Justin przysunął się jeszcze bliżej mnie, twarz zbliżył do mojej. Niedługo potem nasze usta uderzyły o siebie w słodkim pocałunku. Nie chciałam żeby ta chwila się skończyła, była tak idealna. Gdy zaczęło brakować nam powietrza odsunęliśmy się od siebie ciężko oddychając.
-Chodźmy, odwiozę cię do domu. - uśmiechnął się wstając i łapiąc mnie za rękę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział nie sprawdzany :)

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 26

Caitlin POV:

Następnego dnia Justin czekał na mnie przed domem żeby razem pojechać do szkoły. Szybko zbiegłam schodami prosto do drzwi frontowych w międzyczasie krzycząc mamie krótkie 'cześć'. Zarzucając torbę na ramie, szybko włożyłam jeszcze buty oraz kurtkę i wyszłam na zewnątrz, chłopak stał oparty o maskę samochodu cierpliwie czekając aż wyjdę. Nie mam pojęcia jak mógł stać tak spokojnie czekając kiedy na dworze jest już może z -10 stopni, zima przyszła i nie zapowiada się żeby miała się niedługo skończyć. Justin jak zawsze miał na sobie ciemne jeasny, jak zwykle zwisające mu z bioder, na nogach czarne supry a na ramiona narzuconą zwykłą również czarną kurtę, włosy idealnie postawione były ku górze a on sam wpatrywał się w telefon zaciekle coś pisząc. Gdy tylko usłyszał że zamknęłam za sobą drzwi wepchnął telefon do kieszeni spodni i spojrzał na mnie oblizując przy tym usta. Ja za to nałożyłam dzisiaj na siebie zwykłe czarne spodnie i trochę rozciągniętą szarą bluzę i oczywiście jak łatwo się domyślić kurtkę, którą muszę podkreślić niespecjalnie chętnie włożyłam na siebie po wczorajszym zajściu i zwykłe emu. W nocy nie zmróżyłam oka, a gdy próbowałam przed oczami stały mi sceny z wieczoru.
-Gotowa? - nawet nie zauważyłam kiedy stałam przed Justinem który przyglądał mi się z uwagą.
-Tak. - przytaknęłam wspinając się na czubkach placów aby dać mu całusa w policzek.
Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera po czym sam usiadł na miejscu kierowcy.
-Jazmyn z nami nie jedzie? - zapytałam wiedząc że zawsze jeżdżą razem.
-Nie, Lily po nią dzisiaj przyjechała. - delikatnie się uśmiechnął uruchamiając w tym samym czasie samochód.
Po paru minutach byliśmy już pod szkołą, jakże niezachęcający widok budynku z moich koszmarów stał przed nami w całej swojej okazałości.Gdy tylko wysiadłam z samochodu Justin już stał przy mnie łapiąc mnie za rękę. Na początku nie byłam pewna tego czy trzymać go dalej, ludzie w mojej szkole czego jestem doszczętnie pewna będą puszczać w naszą stronę krzywe spojrzenia.
-Nie myśl o tym. - szepną mi do ucha muskając jego płatek jakby czytał mi w myślach.
Ja tylko w odpowiedzi lekko się uśmiechnęłam jeszcze mocniej ściskając jego dłoń.
Gdy tylko weszliśmy do szkoły prawie wszystkie spojrzenia padły na nas i nasze złączone dłonie. Dziewczyny puszczały w moim kierunku złowrogie spojrzenia, mogłam w nich dostrzec zazdrość ale i niedowierzanie. Nie dziwi mnie to, sama też się jeszcze dziwię jak mógł chcieć mnie.
Gdy staliśmy już przy mojej szafce siłowałam się z nią. Wydałam jęk frustracji jeszcze mocniej szarpiąc się z nią.
-Hej, spokojnie. - Justin zabrał moją dłoń po czym sam delikatnie otworzył szafkę. - Widzisz? Nic prostszego.
-Dziękuję. - chrząknęłam wyjmując potrzebne mi podręczniki i notatki na pierwszą lekcję.
-Co masz pierwsze? - zapytał lekko się uśmiechając.
-Historię, a ty? - powiedziałam zatrzaskując szafkę po czym oparłam się o nią przykładając głowę do zimnego metalu szafki.
-Matematykę. - po jego odpowiedzi rozległ się dzwonek, wszyscy uczniowie zaczęli kierować się do swoich klas. -Odwiozę cię do domu po szkole. - przybliżył się dając mi szybkiego całusa w usta.
-Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się, tak to zdecydowanie udany początek dnia.

                                                                             ~.~

Lekcje minęły mi dość szybko, Justin odwiózł mnie do domu po czym sam pojechał załatwiać jakieś sprawy na mieście. Mnie za to czekała noc pełna romansideł i popcornu. Jest piątkowy wieczór a ja siedzę nic nie robiąc. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgając po telefon, odblokowałam ekran widzące że mam jedną nieodebraną wiadomość od Lily.

Od: Lily
Masz ochotę wyskoczyć na imprezę? xx

Do: Lily 
Mowy nie ma. xo

Od: Lily 
Nie daj się prosić :)

Do: Lily
Nie!

Od: Lily
Bądź gotowa na 20. xx

Nienawidzę jej, czy ona nie rozumie słowa 'nie'? Odrzuciłam telefon obok mnie na łóżko i spojrzałam na zegarek 19.12. Zebrałam się z łóżka i ruszyłam do łazienki.
Po wziętym prysznicu założyłam na siebie świeżą bieliznę i puchowy szlafrok, włosy zawinęłam w ręcznik po czym ruszyłam z powrotem do mojego pokoju. Dosłownie przekopałam całą szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Miałam do wyboru jedynie moją zaplamioną sukienkę z imprezy urodzinowej Jazmyn lub zwykłą czarną opinającą. Nie mając za dużego wyboru złapałam za czarną sukienkę którą kupiłam tylko i wyłącznie na odczepne Lily i Jazmyn kiedy byłyśmy na zakupach ostatnim razem. Zrzucając z ramion szlafrok wbiłam się w czarny materiał. Po chwili znowu znajdowałam się łazience kręcąc włosy lokówką i robiąc delikatny makijaż do którego dodałam tylko cienkie kreski eyelinerem. Gdy byłam już gotowa na nogi założyłam czarne szpilki a telefon, portmonetkę oraz inne niezbędne dla mnie rzeczy wsadziłam do kopertówki. Gotowa zeszłam po schodach szukając gdzieś mojej mamy. Z sąsiedniego pokoju usłyszałam włączony telewizor więc uznałam że pewnie jest dokładnie tam oglądając' Przyjaciół'.
-Hej, mamo? - zapytałam cicho.
-Tak? - odwróciła głowę w moim kierunku, na jej twarzy było widać zaskoczenie moim wyglądem.
-Umówiłam się z Lily, raczej wrócę późno. Dobrze? - posłałam jej najsłodszy uśmiech jaki byłam w stanie żeby tylko mnie puściła.
-Idź, tylko pamiętaj żeby mieć przy sobie telefon i proszę uważaj na siebie. - zadowolona szeroko się uśmiechnęłam po czym podeszłam do mamy dając jej całusa w policzek.
W tym samym czasie usłyszałam klakson.
-To pewnie Lily. - uśmiechnęłam się kierując do wyjścia. - Kocham Cię! - krzyknęłam na odchodne.
Za sobą usłyszałam jeszcze 'ja ciebie też' po czym zamknęłam za sobą drzwi
Gdy tylko znalazłam się na zewnątrz zimne powietrze otuliło moje ciało, wzdrygnęłam się chociaż miałam na sobie kurtkę. Dziewczyna pomachała mi wesoło z wnętrz samochodu. Szybko otworzyłam drzwi po czym wsiadłam do środka.
-Cześć. - uśmiechnęłam się.
-Wow, wyglądasz, wow. - zaśmiałam się z jej komentarza.
-Dzięki, ty też. - Lily miała na sobie kremową sukienkę opinającą jej kształty oraz zwykłą kurtkę żeby było ciepło, na nogach podobnie jak ja czarne szpilki.
-Jedziemy? - zapytałam.
-Tak. - odpowiedziała ruszając.

                                                                                ~.~

Przed nami rozpościerał się ogromny magazyn z którego wychodzili i wchodzili ludzie. Niektórzy byli już nieźle wstawieni, dziewczyny chodziły w skąpych strojach a faceci dosłownie pożerali je wzrokiem.
-Kurtki i torebki musimy zostawić w samochodzie, chyba że chcesz żeby ktoś ci je ukradł. - powiedziała zdejmując z ramion kurtę.
-Okej. - sama również zaczęłam ją zdejmować.
Gdy tylko wysiadłyśmy z samochodu na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka, ten wieczór nie należał do ciepłych. Szybko razem z Lily pobiegłyśmy do wejścia. Gdy tylko znalazłyśmy się w środku ciepło otuliło mnie całą a woń alkoholu i potu wdarł się do nozdrzy. Kolorowe światła były wszędzie, ludzie tańczyli ocierając się o sobie, muzyka dudniła mi w uszach, rozpoznałam że była to Katy Perry - E.T. ft. Kanye West. Uwielbiałam tę piosenkę. Było tak głośno że dosłownie krzyczałyśmy sobie do uszu. 
-Jazmyn nie będzie? - krzyknęłam.
-Żartujesz? Myślisz że Justin pozwoliłby iść jej na tego typu imprezę? Mowy nie ma! - odkrzyknęła podrygując w rytm muzyki. 
Przedzierałyśmy się przez tłum ludzi aż doszłyśmy do baru. Barmanem był wysoki blondyn o nieziemskich zielonych oczach. Szeroko się do nas uśmiechnął wycierając ręce w szmatkę po czym oparł je na ladzie.
-Co wam podać ślicznotki? 

Imprezę czas zacząć.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję za wszystkie miłe komentarze pod poprzednim rozdziałam, tyle się jeszcze nie uśmiechałam <3
Mam nadzieję że rozdział się podoba.
Do następnego ;*