niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 27

Caitlin POV:

-Dwie wódki. - Lily uśmiechnęła się do barmana, no co ten tylko skiną głową i zaczął przygotowywać nasze drinki.
-Nie ma mowy, nie piję. - krzyknęłam do niej żeby moje słowa dotarły do niej przez dudniącą muzykę w tle.
-Wyluzuj Cait, zabaw się! - odkrzyknęła i szeroko się uśmiechnęła podnosząc swoją wódkę postawioną przedtem przez barmana i jednym szybkim ruchem wypiła ją.- Teraz ty. - podsunęła mi drugi kieliszek wypełniony przeźroczystą cieczą.
Niechętnie podniosłam kieliszek przytykając go sobie do ust, ciecz zaczęła piec mnie w gardle na co się skrzywiłam.Odkładając kieliszek na bar uśmiechnęła się do Lily.
-Można się przyzwyczaić.
-No widzisz. - blondynka uśmiechnęła się pokazując do barmana żeby podał nam jeszcze raz to samo.
Po chwili barman postawił przed nami kolejne dwa kieliszki, wzięłyśmy je w dłonie po czym stuknęłyśmy się nimi i odchylając głowy do tyłu wypiłyśmy. Zaraz po tym kiedy odstawiłam szklany przedmiot na bar ktoś dosłownie rzucił się na mnie od tyłu. Odwracając się żeby skrzyczeć te osobę zauważyłam wielki uśmiech Jazmin.
-Co ty tutaj robisz? - zawołałam przytulając ją jednocześnie.
-Justin gdzie wyszedł więc wymknęłam się z domu i jestem. - podniosła ochoczo ręce do góry wykonując swój taniec szczęścia.
-No to idziemy tańczyć! - Lily owinęła ramiona wokół naszych szyj i pociągnęła nas na parkiet pełen ludzi.
Zaczęłyśmy poruszać się w rytm muzyki śmiejąc się i wymachując rękami co powodowało jeszcze większe napady śmiechu. Gdy tańczyłyśmy już do trzeciej piosenki pod rząd poczułam czyjeś ręce na moich biodrach. Szybko zepchnęłam je gniewnie się obracając. Za mną stał wysoki brunet, przyglądał mi się od góry do dołu. Był wyższy ode mnie, nawet teraz kiedy byłam w szpilkach.
-Nie denerwuj się tak. - podniósł ręce w geście obronnym.
-Nie denerwowałabym się tak jeśli byś nie kład na mnie rąk. - podniosłam brwi zakładając ręce.
-Nie mów że ci się to nie podobało skarbie. - nachylił się szepcząc mi do ucha, na co instynktownie wzięłam krok w tył.
-Po pierwsze nie nie podobało mi się to, po drugie nie mów do mnie skarbie.
-Yo! Lucas, chodź tu! - ktoś krzyknął zza niego na co odwrócił się w tamtą stronę i gestem dłoni pokazał że zaraz przyjdzie.
-Może przyłączysz się do nas? - zapytał podchodząc coraz bliżej mnie.
-Nie dzięki, jestem tu z przyjaciółkami. - odpowiedziałam i już chciałam odejść kiedy złapał mnie za nadgarstek.
-Jesteś tego pewna? Twoje przyjaciółki mogą się przyłączyć. - uśmiechnął się chytrze puszczając do mnie oczko.
-Nie słyszałeś co powiedziała? Nie chce nigdzie z tobą iść, nie dociera to do ciebie? Bo jeśli nie to mogę ci to wytłumaczyć w inny sposób. - zza mnie wyłonił się Justin, staną przede mną zakrywając mnie przed nieznajomym mi chłopakiem. Prostował i zaciskał dłonie w złości która aż kipiała z niego.
-Oh, Bieber obrońca dziwek się pojawił. Czym zawdzięczam ten zaszczyt mistrzu? - ukłonił się przed Justinem chcąc tym bardziej go zdenerwować.
Chłopak podszedł jeszcze bliżej niego tak że prawie stykali się klatkami. Nie chciałam żeby Justin oberwał znowu przeze mnie więc postanowiłam się wtrącić. Kładąc delikatnie rękę na ramieniu chłopaka zmusiłam go żeby na mnie spojrzał.
-Justin, nie warto. - pokręciłam głową próbując odciągnąć go.
Jego twarz złagodniała, jednak nadal był zły. Niechętnie skinął głową oplatając rękę wkoło mojej tali prowadząc mnie w przeciwnym kierunku. Dokładnie przyjrzałam się chłopakowi. Był ubrany w luźne czarne spodnie zwisające mu luźno z bioder, buty za kostkę również w kolorze czarnym i biały t-shirt, dzięki krótkiemu rękawkowi mogłam dokładnie przyjrzeć się jego tatuażom pokrywającym całą jego rękę, tworzącymi tak zwany rękaw. Gdy doszliśmy w cichsze już miejsce chłopak zatrzymał się lustrując mnie wzrokiem.
-Co ty tutaj robisz? - zapytał podenerwowany.
-Lily zaprosiła mnie tut- - nie dał mi skończyć.
-Nie powinno cię tu być, tutaj nie jest bezpiecznie dla takiej dziewczyny jak ty, jest tu pełno zboczeńców i popaprańców. - zawrzał, nigdy jeszcze nie widziała tej strony Justina, jego karmelowe pełne ciepła oczy były ciemnie i nie wyrażały żadnych emocji.
-Justin, spokojnie nic mi nie jest, uspokój się. - uśmiechnęłam się delikatnie chcąc by wrócił stary Justin, ten trochę mnie przerażał.
-Jak mam się uspokoić kiedy moja dziewczyna chodzi sama do takich miejsc jak to?!
-Nie jestem tutaj sama, są tutaj są tutaj Lily i- odchrząknęłam przypominając sobie że Justin nie wie że Jazzy tutaj jest - i teraz jesteś tutaj i ty. - w myślach przybiłam sobie piątkę za wybrnięcie z sytuacji.
Eh.. - pocierając rękoma po czole westchną w frustracji - dobrze. - Ale nie zostaniemy tutaj długo.
Uśmiechnęłam się szeroko całując go w usta, chłopak był na początku zszokowany moim zachowanie ale szybko odwzajemnił pocałunek.
-A teraz chodźmy zatańczyć. - powiedziałam ciągnąc go za rękę w stronę tłumu ocierających się o siebie ludzi.
Justin przyciągną mnie do siebie błądząc rękoma po mojej talii, razem poruszaliśmy się w rytm muzyki.
Gdy za plecami Justina zobaczyłam Lily wraz z Jazzy jeszcze bardziej przyciągnęłam do siebie Justina tak aby nie miał możliwości spojrzenia w tamtą stronę. Wymachując rękoma do dziewczyn przekazałam im że mają się stąd jak najszybciej wynosić. Te tylko skinęły głowami i pokierowały się w kierunku wyjścia. Odetchnęłam z ulgą rozluźniając się gdy tylko zniknęły z pola mojego widzenia.

                                                                             ~.~

-Zbierajmy się już, dochodzi druga nad ranem. - Justin powiedział prowadząc mnie do wyjścia.
Gdy tylko znaleźliśmy się na zewnątrz zadrżałam, w myślach uderzyłam się w czoło przypominając sobie że kurtkę i inne moje rzeczy zostawiłam w samochodzie Lily. Gdy tylko chłopak dostrzegł że drżę zdjął z ramion wcześniej nałożoną kurtkę i owinął nią mnie po czym przycisnął mnie do swojej klatki piersiowej. Wtuliłam się w niego, zapach jego perfum uderzył w moje nozdrza. Pachniał tak przyjemnie.
Otworzył mi drzwi samochodu po czym zamknął je gdy tylko byłam już w środku, po czym obiegł maskę i usadowił się na miejscu kierowcy. Po chwili odpalił silnik i ruszył na pustą drogę. Nie ma co się dziwić jest noc i wszyscy ludzie śpią.
Chłopak zatrzymał się na czerwonym świetle czekając aż będzie mógł ruszyć dalej, ni stąd ni zowąd przed nami pojawiły się dwa samochody przecinające nam drogę. To wyglądało jakby się ścigały, nawet nie zdążyłam dokładnie ich zobaczyć a już ich nie było. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami po czym zwróciłam wzrok ku Justinowi, zaciskał nerwowo dłonie na kierownicy a gdy tylko światło zmieniło się na zielone ruszył.
-Co to było? - zapytałam po chwili ciszy.
-Pewnie jakieś bogate małolaty urządziły se wyścigi samochodami rodziców. - pokręcił głową skręcając.
-Oh, pewnie tak. - skinęłam. - Justin?
-Tak? - spojrzał na mnie wyczekująco jednak nie spuszczając na długo wzroku z drogi.
-Zgłodniałam. - powiedziałam lekko zawstydzona, co on sobie o mnie pomyśli? Pewnie że jestem jakimś obżartuchem.
Justin zaśmiał się i spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem. - Masz wyczucie czasu. - ponownie jego śmiech rozniósł się po samochodzie. - Ale znam pewne miejsce które jest czynne 24h. - po tych słowach niespodziewanie skręcił zawracając.
Po 15 minutach zatrzymał się przy drive-throughs składając nasze zamówienia. Gdy je odebraliśmy Justin poprosił mnie abym jeszcze nie zaczynała jeść. Po chwili zaparkował samochód i wysiadłszy z niego otworzył mi drzwi. Na plecy miałam zarzuconą jego kurtkę i gdy tylko spojrzałam na niego jak stoi przede mną w samym krótkim rękawku zrobiło mi się głupio. Przecież on marznie przeze mnie. Zaczęłam zdejmować kurtkę podając mu ją. Zaprzeczył głową  z powrotem mi ją wkładając. Sam podszedł do bagażnika i wyciągnął z niego zwykłą szarą bluzę, po czym zarzucił ją sobie na ramiona.
-Chodź. - wyciągną rękę w moją stronę, natomiast w drugiej trzymał nasze jedzenie. Zaczął prowadzić mnie w nieznaną mi stronę aż nie rozpoznałam że dotarliśmy na Most Brookliński, szliśmy jeszcze kawałek mostem aż zatrzymaliśmy się po środku, widok był przepiękny. Chłopak pociągną mnie za sobą żeby usiąść, nie przeszkadzało mi teraz że ubrudzę se sukienkę, ta chwila była dla mnie wyjątkowa. Uczucie które zagościło we mnie było nie do opisania.
Otworzyłam opakowania łakomie pragnąc aby już skonsumować to co było w środku. Gdy tylko złapałam za cheeseburgera od razu wepchnęłam go sobie do ust, oczywiści nie całego ale wzięłam dość spory kęs, głód mi doskwierał. Doskonale wiedziałam że wyglądałam w tej chwili śmiesznie i pewnie cała się ubrudziłam, ale nie obchodziło mnie to. Justin patrzył na mnie rozbawiony tym jak desperacko jadłam.
-Wow, naprawdę jesteś głodna. - ponownie jego śmiech rozniósł się wkoło nas, jego śmiech był dla mnie jak muzyka dla mych uszu.
-Bardzo. - odpowiedziałam zatykając dłonią pełne jedzenia usta.
Gdy skończyliśmy jeść zamknęliśmy puste opakowania i odstawiliśmy je na bok.
-Ubrudziłaś się. - Justin przysunął się bliżej mnie po czym przybliżył kciuk do kącika moich ust i lekko pocierał. Oboje patrzyliśmy na siebie w komfortowej ciszy. Justin przysunął się jeszcze bliżej mnie, twarz zbliżył do mojej. Niedługo potem nasze usta uderzyły o siebie w słodkim pocałunku. Nie chciałam żeby ta chwila się skończyła, była tak idealna. Gdy zaczęło brakować nam powietrza odsunęliśmy się od siebie ciężko oddychając.
-Chodźmy, odwiozę cię do domu. - uśmiechnął się wstając i łapiąc mnie za rękę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział nie sprawdzany :)

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 26

Caitlin POV:

Następnego dnia Justin czekał na mnie przed domem żeby razem pojechać do szkoły. Szybko zbiegłam schodami prosto do drzwi frontowych w międzyczasie krzycząc mamie krótkie 'cześć'. Zarzucając torbę na ramie, szybko włożyłam jeszcze buty oraz kurtkę i wyszłam na zewnątrz, chłopak stał oparty o maskę samochodu cierpliwie czekając aż wyjdę. Nie mam pojęcia jak mógł stać tak spokojnie czekając kiedy na dworze jest już może z -10 stopni, zima przyszła i nie zapowiada się żeby miała się niedługo skończyć. Justin jak zawsze miał na sobie ciemne jeasny, jak zwykle zwisające mu z bioder, na nogach czarne supry a na ramiona narzuconą zwykłą również czarną kurtę, włosy idealnie postawione były ku górze a on sam wpatrywał się w telefon zaciekle coś pisząc. Gdy tylko usłyszał że zamknęłam za sobą drzwi wepchnął telefon do kieszeni spodni i spojrzał na mnie oblizując przy tym usta. Ja za to nałożyłam dzisiaj na siebie zwykłe czarne spodnie i trochę rozciągniętą szarą bluzę i oczywiście jak łatwo się domyślić kurtkę, którą muszę podkreślić niespecjalnie chętnie włożyłam na siebie po wczorajszym zajściu i zwykłe emu. W nocy nie zmróżyłam oka, a gdy próbowałam przed oczami stały mi sceny z wieczoru.
-Gotowa? - nawet nie zauważyłam kiedy stałam przed Justinem który przyglądał mi się z uwagą.
-Tak. - przytaknęłam wspinając się na czubkach placów aby dać mu całusa w policzek.
Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera po czym sam usiadł na miejscu kierowcy.
-Jazmyn z nami nie jedzie? - zapytałam wiedząc że zawsze jeżdżą razem.
-Nie, Lily po nią dzisiaj przyjechała. - delikatnie się uśmiechnął uruchamiając w tym samym czasie samochód.
Po paru minutach byliśmy już pod szkołą, jakże niezachęcający widok budynku z moich koszmarów stał przed nami w całej swojej okazałości.Gdy tylko wysiadłam z samochodu Justin już stał przy mnie łapiąc mnie za rękę. Na początku nie byłam pewna tego czy trzymać go dalej, ludzie w mojej szkole czego jestem doszczętnie pewna będą puszczać w naszą stronę krzywe spojrzenia.
-Nie myśl o tym. - szepną mi do ucha muskając jego płatek jakby czytał mi w myślach.
Ja tylko w odpowiedzi lekko się uśmiechnęłam jeszcze mocniej ściskając jego dłoń.
Gdy tylko weszliśmy do szkoły prawie wszystkie spojrzenia padły na nas i nasze złączone dłonie. Dziewczyny puszczały w moim kierunku złowrogie spojrzenia, mogłam w nich dostrzec zazdrość ale i niedowierzanie. Nie dziwi mnie to, sama też się jeszcze dziwię jak mógł chcieć mnie.
Gdy staliśmy już przy mojej szafce siłowałam się z nią. Wydałam jęk frustracji jeszcze mocniej szarpiąc się z nią.
-Hej, spokojnie. - Justin zabrał moją dłoń po czym sam delikatnie otworzył szafkę. - Widzisz? Nic prostszego.
-Dziękuję. - chrząknęłam wyjmując potrzebne mi podręczniki i notatki na pierwszą lekcję.
-Co masz pierwsze? - zapytał lekko się uśmiechając.
-Historię, a ty? - powiedziałam zatrzaskując szafkę po czym oparłam się o nią przykładając głowę do zimnego metalu szafki.
-Matematykę. - po jego odpowiedzi rozległ się dzwonek, wszyscy uczniowie zaczęli kierować się do swoich klas. -Odwiozę cię do domu po szkole. - przybliżył się dając mi szybkiego całusa w usta.
-Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się, tak to zdecydowanie udany początek dnia.

                                                                             ~.~

Lekcje minęły mi dość szybko, Justin odwiózł mnie do domu po czym sam pojechał załatwiać jakieś sprawy na mieście. Mnie za to czekała noc pełna romansideł i popcornu. Jest piątkowy wieczór a ja siedzę nic nie robiąc. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Sięgając po telefon, odblokowałam ekran widzące że mam jedną nieodebraną wiadomość od Lily.

Od: Lily
Masz ochotę wyskoczyć na imprezę? xx

Do: Lily 
Mowy nie ma. xo

Od: Lily 
Nie daj się prosić :)

Do: Lily
Nie!

Od: Lily
Bądź gotowa na 20. xx

Nienawidzę jej, czy ona nie rozumie słowa 'nie'? Odrzuciłam telefon obok mnie na łóżko i spojrzałam na zegarek 19.12. Zebrałam się z łóżka i ruszyłam do łazienki.
Po wziętym prysznicu założyłam na siebie świeżą bieliznę i puchowy szlafrok, włosy zawinęłam w ręcznik po czym ruszyłam z powrotem do mojego pokoju. Dosłownie przekopałam całą szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Miałam do wyboru jedynie moją zaplamioną sukienkę z imprezy urodzinowej Jazmyn lub zwykłą czarną opinającą. Nie mając za dużego wyboru złapałam za czarną sukienkę którą kupiłam tylko i wyłącznie na odczepne Lily i Jazmyn kiedy byłyśmy na zakupach ostatnim razem. Zrzucając z ramion szlafrok wbiłam się w czarny materiał. Po chwili znowu znajdowałam się łazience kręcąc włosy lokówką i robiąc delikatny makijaż do którego dodałam tylko cienkie kreski eyelinerem. Gdy byłam już gotowa na nogi założyłam czarne szpilki a telefon, portmonetkę oraz inne niezbędne dla mnie rzeczy wsadziłam do kopertówki. Gotowa zeszłam po schodach szukając gdzieś mojej mamy. Z sąsiedniego pokoju usłyszałam włączony telewizor więc uznałam że pewnie jest dokładnie tam oglądając' Przyjaciół'.
-Hej, mamo? - zapytałam cicho.
-Tak? - odwróciła głowę w moim kierunku, na jej twarzy było widać zaskoczenie moim wyglądem.
-Umówiłam się z Lily, raczej wrócę późno. Dobrze? - posłałam jej najsłodszy uśmiech jaki byłam w stanie żeby tylko mnie puściła.
-Idź, tylko pamiętaj żeby mieć przy sobie telefon i proszę uważaj na siebie. - zadowolona szeroko się uśmiechnęłam po czym podeszłam do mamy dając jej całusa w policzek.
W tym samym czasie usłyszałam klakson.
-To pewnie Lily. - uśmiechnęłam się kierując do wyjścia. - Kocham Cię! - krzyknęłam na odchodne.
Za sobą usłyszałam jeszcze 'ja ciebie też' po czym zamknęłam za sobą drzwi
Gdy tylko znalazłam się na zewnątrz zimne powietrze otuliło moje ciało, wzdrygnęłam się chociaż miałam na sobie kurtkę. Dziewczyna pomachała mi wesoło z wnętrz samochodu. Szybko otworzyłam drzwi po czym wsiadłam do środka.
-Cześć. - uśmiechnęłam się.
-Wow, wyglądasz, wow. - zaśmiałam się z jej komentarza.
-Dzięki, ty też. - Lily miała na sobie kremową sukienkę opinającą jej kształty oraz zwykłą kurtkę żeby było ciepło, na nogach podobnie jak ja czarne szpilki.
-Jedziemy? - zapytałam.
-Tak. - odpowiedziała ruszając.

                                                                                ~.~

Przed nami rozpościerał się ogromny magazyn z którego wychodzili i wchodzili ludzie. Niektórzy byli już nieźle wstawieni, dziewczyny chodziły w skąpych strojach a faceci dosłownie pożerali je wzrokiem.
-Kurtki i torebki musimy zostawić w samochodzie, chyba że chcesz żeby ktoś ci je ukradł. - powiedziała zdejmując z ramion kurtę.
-Okej. - sama również zaczęłam ją zdejmować.
Gdy tylko wysiadłyśmy z samochodu na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka, ten wieczór nie należał do ciepłych. Szybko razem z Lily pobiegłyśmy do wejścia. Gdy tylko znalazłyśmy się w środku ciepło otuliło mnie całą a woń alkoholu i potu wdarł się do nozdrzy. Kolorowe światła były wszędzie, ludzie tańczyli ocierając się o sobie, muzyka dudniła mi w uszach, rozpoznałam że była to Katy Perry - E.T. ft. Kanye West. Uwielbiałam tę piosenkę. Było tak głośno że dosłownie krzyczałyśmy sobie do uszu. 
-Jazmyn nie będzie? - krzyknęłam.
-Żartujesz? Myślisz że Justin pozwoliłby iść jej na tego typu imprezę? Mowy nie ma! - odkrzyknęła podrygując w rytm muzyki. 
Przedzierałyśmy się przez tłum ludzi aż doszłyśmy do baru. Barmanem był wysoki blondyn o nieziemskich zielonych oczach. Szeroko się do nas uśmiechnął wycierając ręce w szmatkę po czym oparł je na ladzie.
-Co wam podać ślicznotki? 

Imprezę czas zacząć.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję za wszystkie miłe komentarze pod poprzednim rozdziałam, tyle się jeszcze nie uśmiechałam <3
Mam nadzieję że rozdział się podoba.
Do następnego ;*

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 25

Caitlin POV :

-Justin nie rób sobie ze mnie żartów, to chyba nie jest odpowiedni moment, nie sądzisz? - pokręciłam głową.
-Nie robię sobie żartów, Cait jesteś pierwszą osobą której o tym mówię. - w jego oczach można było dostrzec że mówił szczerze.
Powoli zdjął swoją bluzę, a zaraz potem podwiną koszulkę tak że na jego żebrach mogłam dostrzec pojedyncze blizny. Nie było ich dużo, ale były.
-Dlaczego? - zapytałam patrząc prosto w jego oczy.
-To długa historia..
-Mamy dużo czasu Justin. - uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
-To było parę lat temu, miałem wtedy piętnaście lat - przerwał oblizując usta, widziałam że jest mu ciężko o tym mówić więc nie poganiałam go, cierpliwie czekałam - wtedy doszło do wypadku, zginą w nim mój starszy brat. Widziałem całe zajście na własne oczy, najgorsze było to że nie mogłem mu wtedy pomóc. - zaczął gwałtownie mrugać spuszczając głowę w dół tak żebym nie widziała jego oczu - Chciałem, ale nie mogłem. Samochód staną w płomieniach. Ojciec obwiniał za wszystko mnie, krzyczał że to ja powinienem wtedy zginąć a nie Jaxon, to ja powinienem był być wtedy w tym samochodzie. Dochodziło do rękoczynów. Byłem młody, nie umiałem postawić się ojcu, nie wiedziałem jak sobie z tym radzić. Zacząłem wdawać się w bójki, uciekać z domu, nie raz odprowadzała mnie policja, potem były konsekwencje, ojciec wymyślał różne sposoby żeby się nade mną znęcać. Moja mama próbowała go powstrzymać jednak sama przy tym obrywała, Jazzy zawsze chowała się w pokoju płacząc, wiedziała że nie może mi pomóc. Nikt nie mógł. - pokręcił głową szarpiąc za końcówki koszulki.
-O mój boże, Justin. J-ja nie wiem co powiedzieć . - przyłożyłam dłoń do ust uwalniając kolejne łzy spływające po moich policzkach. Szybko przybliżyłam się do niego przytulając go z całych sił jakie w sobie miałam. Wiem jak trudne musiało być dla niego powiedzenie mi o tym. - Tak mi przykro.
Po chwili odsunęłam się od niego, niechętnie podniósł wzrok patrząc na mnie.
-A ty? Dlaczego zaczęłaś to robić? - zapytał.
-Ehh...Justin ja, ja nie wiem czy jestem gotowa o tym mówić. - teraz to ja spuściłam wzrok.
-Nigdy nie nadejdzie odpowiedni moment, zawsze nie będziesz na to gotowa. Ale kiedy się już otworzysz będzie ci lepiej, zaufaj mi. - uśmiechnął się lekko.
-Dobrze... może zacznę od tego że nie jestem stąd, przeprowadziłam się tutaj z mamą, ponieważ nie mogła dłużej zostać ze mną w naszym starym domu. Było tam za dużo wspomnień, a także w pogoni za pieniędzmi. Było nam bardzo trudno, mama musi zarabiać na nasze utrzymanie sama. Mój tato służył w Afganistanie. Zawsze przyjeżdżam do nas kiedy tylko mu na to pozwolono. Pewnego dnia kiedy miał wrócić nie zrobił tego. Czekałyśmy z mamą na lotnisku, miałam wtedy cztery lata. Nie rozumiałam dużo, ale gdy do mojej mamy podszedł pewien mężczyzna, prawdopodobnie był tam razem z moim tatą dobrymi przyjaciółmi. Kiedy powiedział wszystko mojej mamie ona, ona mało nie zemdlała. Wpadła wtedy w płacz. Nigdy jeszcze nie widziałam jej w takim stanie. Mężczyzna zwrócił się do mnie mówiąc mi że tata chciał żebym mi to dać - wyjęłam naszyjnik spod mojej bluzki i otworzyłam go - nigdy tego nie zdejmował, zawsze nosił  go na szyi żeby przypominał mu o nas - w środku naszyjnika widniało moje zdjęcie kiedy byłam mała, a na drugim zdjęciu była cała nasza rodzina - Tego dnia zawalił się cały mój świat. Gdy byłam starsza zaczęły się problemy w szkole, Brad znęcał się nade mną, ale to już wiesz. Tak zwani 'przyjaciele' - pokazałam cudzysłów z palców - odwrócili się ode mnie, nie chcieli zniszczyć se reputacji. Wszyscy zawsze śmiali się ze mnie i upokarzali publicznie. Nikt nie staną w mojej obronie. A wiesz co jest najzabawniejsze? - zaśmiałam się bez humoru - Brad zniszczył mi życie ponieważ nie chciałam się z nim przespać. Tak, dobrze usłyszałeś. Nie chciałam się z nim przespać. A przecież jemu się nie odmawia, prawda? Tobie jako pierwszemu o tym powiedziałam Justin. Mogłabym wymieniać w nieskończoność, to wszystko mnie zniszczyło. Zawsze byłam sama, ty jako pierwszy wyciągnołeś do mnie pomocną dłoń i postawiłeś się Bradowi, nigdy nie będę w stanie ci się za to odwdzięczyć. A także za to co zrobiłeś dla mnie dzisiaj. - posłałam mu lekki uśmiech. - Gdy zobaczyłeś pierwszego dnia szkoły moje blizny, byłam pewna tego że nie będziesz chciał mieć ze mną nic do czynienia. Ale ty byłeś inny, nadal jesteś.

Justin POV :

Gdy skończyła opowiadać coś ścisnęło mnie w żołądku, nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem jak ludzie potrafią być aż tak podli dla takiej dziewczyny jaką jest Caitlin.
-Caitlin, boże tak mi przykro. Przeszłaś przez tyle gówien. Ale mogę Ci obiecać, przy mnie nic ci się więcej nie stanie. Nie pozwolę Cię skrzywdzić, obiecuję. - przejechałem koniuszkami palców po jej policzku, był jeszcze wilgotny od łez.
Powoli przysunąłem się bliżej niej, nie odsunęła się więc wziąłem to za zgodę na dalsze działania. Złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Ona owinęła ręce wokół mojej szyi przyciągając mnie jeszcze bliże, ja natomiast umieściłem moje ręce na jej bokach, delikatnie je masując.
Gdy zaczęło brakować nam tchu, odsunęliśmy się od siebie ciężko oddychając. Oboje patrzyliśmy sobie w oczy nie odrywając od siebie wzroku chodź by na sekundę.
-Caitlin? - zapytałem nie będąc pewien tego czy dokończyć moją wypowiedź, przecież może się nie zgodzić.
-Tak?
-Czy - podrapałem się skrępowany po karku - czy zechciałabyś zostać moją dziewczyną? - powiedziałem na jednym tchu.
Widziałem jak jej oczy błysnęły, nie mogłem rozszyfrować jej wyrazu twarzy.
Delikatnie skinęła głową szeroko się uśmiechając. Szybko złapałem ja w ramiona przyciskając do siebie z całych sił.
Nigdy nie pytałem dziewczyny czy chciałaby być ze mną, nie byłem tego rodzaju facetem. Ale Caitlin była zupełnie inna, inna od reszty otaczających mnie dziewczyn, była wyjątkowa i to właśnie przyciągało mnie do niej.
Gdyby tylko wiedziała ile tajemnic jest we mnie, gdyby tylko wiedziała o mojej przeszłości. Jestem pewien że nie łatwo będzie mi ukryć wszystko przed nią. Ale jestem pewien jednego, będę się starał jak tylko mogę żeby ją nie stracić.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I mamy kolejny rozdział!
Mam nadzieję że podobał wam sie ten rozdział i nareszcie Justin i Caitlin są razem.
Chciałam podziękować za komentarze, przy jednym o mało się nie popłakałam, hahahhahaa, naprawdę. To bardzo miłe czytać takie opinie na temat tych moich wypocin, wiem że nie są idealne ale się staram.
Niestety coraz mniej osób komentuje to opowiadanie, zastanawiałam się nawet czy jest sens pisania go dalej, rozważałam zawieszenie lub usunięcie go. Więc proszę jeśli czytasz skomentuj to, przynajmniej zostaw po sobie ślad, byle jaki, ale żebym wiedziała że ktoś to czyta.
Na dzisiaj to tyle, do następnego :*

Ps.Rozdział nie sprawdzony, więc za jakiekolwiek błędy przepraszam :)


niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 24

Justin POV:

-Myślisz że mnie tym zastraszysz Bieber? - prychną jeszcze mocniej przyciskając ostrze do szyi brunetki,na co ta zaczęła jeszcze bardziej szlochać.
Zacisnąłem broń jeszcze mocniej po czym wycelowałem w ramie chłopaka, po chwili pociągnąłem za spust a w ciemniej uliczce rozległ się strzał. Pod wpływem strzału chłopak poluźnił uściska na co ta szybko zareagowała wyrywając się z jego objęć.
Szybko podbiegła do mnie chowając swoje drobne półnagie ciało za moimi plecami. W jej oczach było tyle różnych emocji: strach, ból, złość, rozpacz. Gdy zwróciłem twarz w kierunku oprawcy zobaczyłem że trzyma się za krwawiące ramie wyginając twarz z bólu. Korzystając z okazji podszedłem do niego łapiąc go za twarz tak aby spojrzał na mnie.
-Jeśli jeszcze raz ty i twoi koledzy zbliżycie się chodź by na metr do niej nie skończy się to tak dobrze jak teraz dla was, zrozumiano? - syknąłem przez zaciśnięte zęby. Chłopak pokiwał lekko głową. - Pytałem czy zrozumiano?!  - złapałem mocniej za jego twarz.
-Tak.  wychrypiał.
-Mam taką nadzieję. - puściłem jego twarz po czym podszedłem do roztrzęsionego ciała brunetki po drodze zbierając jej porozrzucane rzeczy, oczywiście tylko te z których coś zostało.
Szybko nakryłem Cait kurtką po czym schyliłem się aby złapał brunetkę jedną rękę umieszczając pod jej kolanami a drugą na jej plecach. Dziewczyna nie protestując schowała twarz w moich ramionach mocno się do mnie przytulając, zacząłem iść do samochodu w miarę szybkim tępię, ale tak żeby nie puścić będącej w moich ramionach Caitlin. Słyszałem ciche pociąganie nosem więc przytuliłem ją do siebie jeszcze mocniej.
Gdy tylko dotarłem do mojego samochodu stojącego gdzieś na poboczu, otworzyłem tylne drzwi  umieszczając w środku dziewczynę.
-Muszę Cię zabrać do szpitala. - powiedziałem lekko pocierając jej ramie.
-N-Nie, nie chcę. - pociągnęła nosem patrząc prosto na mnie.
-Caitlin muszę Cię tam zawieźć, mas rozciętą szyję i z tego co widziałem wiele siniaków, możesz mieć jakieś obrażenia wewnętrzne. - powiedziałem głosem przepełnionym troską.
-C-czuje się d-dobrze. - wyjąkała. - Zawiedź mnie do domu, proszę. - szepnęła jeszcze mocniej naciągając na siebie kurtkę.
-Cait muszą cię obejrzeć leka-
-Proszę. - spojrzała na mnie załzawionymi oczami.
-Eh - podrapałem się po szyi. - dobrze, niech ci będzie. - uległem.
-Justin? - szepnęła.
-Tak?
-Dziękuję, nie wiem co by było gdybyś ty- - przerwałem jej.
-Nie myśl 'co by było gdyby' jestem tu i to się liczy. - uśmiechnąłem się ścierając z jej policzka pojedynczą łzę.
Gdy miałem już zamykać drzwi usłyszałem cichy głos Caitlin.
-Justin?
-Tak?
-Czy mógłbyś... bo był ze mną Lucky i on wszedł między kontenery, czy mógłbyś? - zapytała.
-Tak, oczywiście. Zaraz wracam. - zamknąłem drzwi po czym od razu ruszyłem w stronę tamtej uliczki.
Po paru minutach ponownie otworzyłem tylne drzwi i położyłem szczeniaka na siedzeniu obok Cait, dziewczyna od razu przygarnęła szczeniaka do swojego boku mocno się w niego wtulając.
Gdy tylko zamknąłem drzwi od strony kierowcy szybko umieściłem kluczyki w stacyjce uruchamiając samochód.

                                                                          ~.~

Gdy tylko zaparkowałem pod domem Caitlin szybko wysiadłem z samochodu otwierając jej drzwi, dziewczyna niepewnie wyszła z wozu jeszcze bardziej naciągając na siebie kurtkę.
-Twoje mama jest w domu? - zapytałem.
Caitlin tylko zaprzeczyła kiwając głową.
-Czy...czy chciałabyś żeby chwilę został? - odchrząknąłem niepewnie.
Brunetka podniosła na mnie wzrok niepewnie kiwając głową na tak. Gdy podeszliśmy pod drzwi jej domu wziąłem z jej rąk psa żeby mogła swobodnie otworzyć drzwi, gdy tylko to zrobiła od razu je za nami zamknęła. Lucky'ego puściłem wolno więc pobiegł gdzieś wgłąb domu natomiast ja z Caitlin skierowaliśmy się do jej pokoju. Gdy tylko tam dotarliśmy dziewczyna zaczęła szukać czegoś w szufladach jej komody.
-Czy miałbyś coś przeciwko gdybym....
-Nie, oczywiście że nie. Poczekam, weź prysznic. - uśmiechnąłem się lekko, skinęła głową kierując się do łazienki.

Caitlin POV:

Gdy tylko weszłam do łazienki zrzuciłam z siebie pozostałości ubrań które miałam na sobie wrzucając je od razu do kosza na brudy, chociaż wątpię żebym kiedykolwiek je jeszcze nałożyła po tym co się stało.
Gdy tylko znalazłam się w kabinie prysznicowej a woda spływała wolno po moim ciele dała upust wszystkim emocjom, łzy mieszały się z wodą powoli ściekając z moje twarzy. Czułam się taka brudna, przez myśli przelatywały mi ciągle sceny kiedy ich ohydne ręce dotykały mojego ciała. Złapałam ręką za bolące miejsce na mojej szyi lekko je pocierając aby przemyć zaschniętą krew. Rana była jeszcze świeża więc wraz z wodą pod moimi stopami znalazła się też krew.
Gdy dokładnie umyłam każdy skrawek mojego ciała wyszłam spod prysznica. Nadal czułam się brudna, nadal czułam się źle. Włożyłam na siebie świeżą bieliznę oraz wygodne ubrania po czym spojrzałam w lustro. To że wyglądam strasznie to mało powiedziane, wyglądam tragicznie. Spięłam włosy w wysoki kucyk na czubku głowy tak aby nie przeszkadzały m w oczyszczeniu rany po czym sięgnęłam do apteczki pod umywalką. Wyjęłam z niej wszystkie potrzebne rzeczy.
Gdy dokładnie oczyściłam rozcięcie nakleiłam na nią opatrunek. Emocje nadal buzowały we mnie kiedy oparłam się dłońmi o umywalkę, spuszczając głowę w dół zaczęłam łkać. Powoli zsunęłam się na zimną posadzkę chowając twarz w dłoniach, nie mogłam powstrzymać szlochu który z każdą sekundą nasilał się coraz bardziej. Powoli sięgnęłam do szuflady nade mną wyciągając z niej głęboko schowaną żyletkę. Przyłożyłam ostrze do nadgarstka robiąc na nim dość głębokie pojedyncze kreski.
-Caitlin wszystko w porządku? - usłyszałam zmartwiony głos Justina zza drzwi.
Nie dałam mu odpowiedzi, nie mogąc się powstrzymać robiłam kolejne kreski.
-Caitlin?! - chłopak zaczął dobijać się do drzwi łazienki. - Caitlin?! - niedługo potem usłyszałam otwieranie się drzwi a po chwili Justin klęczał przede mną wydzierając mi żyletkę z dłoni a drugą ręką tamując krwawienie. Zakrwawioną ręką sięgną do apteczki wyjmując z niej bandaże, opatrunki, waciki i wodę utlenioną do oczyszczenia.
-Caitlin co ty wyprawiasz?! - zapytał gdy oczyszczał rany. - Nie możesz tego robić! To w niczym ci nie pomoże! To nie sprawi że poczujesz się lepiej!
Nic nie odpowiedziałam, siedziałam wpatrując się jak Justin zawija mi nadgarstek bandażem, łzy nadal spływały mi po policzkach. To było silniejsze ode mnie.
-Chodź. - wstał powoli ciągnąc mnie za sobą.
Chwile potem znaleźliśmy się w moim pokoju. Usiedliśmy na łóżku, ja siedziałam po turecku bawiąc się palcami, ponieważ wstydziłam się spojrzeć Justinowi w oczy. Co on sobie o mnie pomyślał? Natomiast chłopak siedział naprzeciwko mnie. Czułam jak jego wzrok wywierca we mnie dziurę.
-Cait, spójrz na mnie. - poprosił.
Pokręciłam stanowczo głową nie chcąc na niego spojrzeć, kolejne łzy zapiekły mnie pod powiekami kiedy je zacisnęłam żeby nie wypłynęły po raz kolejny.
Poczułam dłoń Justina podnoszącą moją głowę tak abym na niego spojrzała.
-Proszę, nie rób tego więcej.- w jego oczach mogłam zauważyć smutek i.... ból?
-Ja nie daje sobie rady Justin, nie daje rady. - pokręciłam głową czując jak łzy swobodnie spływają po moich policzkach. - To moja jedyna ucieczka Justin. - podniosłam na niego wzrok.
-To nie jest rozwiązanie Cait. - powoli starł łzy z moich policzków. - To ci nie pomaga, to cię niszczy.
-Skąd możesz to wiedzieć Justin? - szepnęłam bardziej do siebie niż do niego, nie licząc że usłyszy On jednak usłyszał.
-Ponieważ - oblizał usta - sam to kiedyś robiłem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I mamy kolejny! :D
Mam nadzieję że wam się spodobał, liczę na opinię w komentarzach :)
Do następnego :*

Ps. Rozdział nie sprawdzany.


sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 23

Caitlin POV :

Rozładowany telefon wepchnęłam do kieszeni nadal cofając się w nieznaną mi stronę, nieznani mi mężczyźni podążali w moją stronę z cwaniackimi uśmieszkami wymalowanymi na twarzach. Odwracając głowę w drugą stronę zauważyłam że tuż zza rogu wychodzi jeszcze jeden z nich. Nerwowo się rozglądając zaczęłam biec skręcając w różne uliczki tej dzielnicy, słyszałam kroki za sobą jednak nie miałam odwagi spojrzeć w tamtą stronę. Skręcając w kolejną uliczkę nie słyszałam za sobą już żadnych odgłosów, nadal biegnąc wgłąb niej zobaczyłam że kończy się ona grubą ceglaną ścianą. Z przerażeniem wymalowanym na twarzy odwróciłam w stronę z której przybiegłam, niedaleko mnie zauważyłam trzy cienie zmierzające w moją stronę. Ręce zaczęły mi się trząść, a trzymany w nich szczeniak wyrwał się z nich i szybko wbiegł pomiędzy kontenery, nie ma co go winić to tylko szczeniak, wiem że by mnie nie obronił. Poczułam jak kropelki potu formują mi się na czole, ręce nie dość że cały czas mi się trzęsły to i w jednej chwili stały się spocone. Cienie były coraz bliżej a ja byłam coraz bardziej sparaliżowana strachem. Rozglądając się wbiegłam za kontener mając nadzieję że mnie nie zobaczą i odejdą. Gdy myślałam że już poszli zostałam brutalnie wyciągnięta przez jednego z nich.
-Cz-czego chcecie?! - jąkałam do nich.
-Oh, my? My nic nie chcemy, a może jednak? Co wy na to chłopaki? - skiną w stronę stojącej nieopodal dwójki na co tylko skinęli krzywo się uśmiechając.
Dreszcze przeszły wzdłuż mojego kręgosłupa kiedy ten sam który wyciągnął mnie zza kontenera wyją scyzoryk z tylnej kieszeni spodni, po czym podciągnął mnie do góry przypierając do ściany za nami. Z oczu zaczęły spływać mi słone łzy kiedy na myśl przyszła mi myśl co chcą ze mną zrobić. Przyłożył mi ostrze do gardła na co wysoko podniosłam głowę żeby tylko nie zrobił żadnego cięcia. Gdy odsunął ostrze od mojego gardła zwróciłam głowę do dołu patrząc co chce zrobić dalej. Swoimi obleśnymi dłońmi zaczął odpinać moją kurtkę, zaczęłam się wyrywać błagając żeby przestał, on jedynie skinął na mnie głową żeby tamci dwaj mnie przytrzymali, szybko znaleźli się z moich obu stron przytrzymując mnie. Natomiast tamten wrócił do poprzedniej czynności, zaczęłam rozpaczliwie płakać i wołać o pomoc jednak nikt nie przyszedł mi z pomocą, nikt nie słyszał moich wołań. Gdy skończył odpinać moją kurtkę scyzoryk znowu zabłysną w jego dłoni po czym zaczął ciąć sweter który miałam na sobie.
-Błagam nie rób tego - płakałam - będziesz tego żałował, błagam cię!
-Zamknij się dziwko! - jego dłoń wylądowała wprost na moim policzku dzięki czemu odchyliłam głowę w drugą stronę. Po paru sekundach skrawki swetra spadły na brudny asfalt pode mną, a łzy turlały się wzdłuż mojej twarzy, zostałam pozbawiona kurtki i swetra stałam przed łakomymi oczami trzech mężczyzn w samym biustonoszu nie wiedząc co począć i robić żeby mi tego nie zrobili. Modliłam się żeby Justin znalazł mnie  i zabrał do domu, ale czy to możliwe? Gdy chciałam dokończyć mu gdzie się znajduję połączenie się zerwało ponieważ w telefonie padła bateria, wątpię by domyślił się gdzie jestem po zaledwie skrawku adresu. Teraz czarnoskóry chłopak stał naprzeciw mnie, pchnął mnie z impetem na ścianę łapiąc moje ręce w nadgarstkach w swoją jedną dużą dłoń i podniósł je nad moją głowę, szarpałam i krzyczałam jednak on nie słuchał tego tylko zaczął składać obleśne pocałunki wzdłuż mojej szczęki i szyi. Gdy doszedł do obojczyka odwrócił głowę do tamtych dwóch.
-Ja pierwszy później wy. Dla każdego wystarczy. - powiedział odwracając głowę teraz w moją stronę i oblizując usta. Trzęsłam się nie tylko ze strachu ale też z zimna, prawdopodobnie jest już po 22 a temperatura coraz bardziej spada. Gdy z powrotem przywarł do mojej szyi łzy zaczęły ściekać mi po twarzy, szarpałam się, błagałam i płakałam. Jego metalowy uścisk na moich nadgarstkach był sto razy mocniejszy niż wcześniej, nadgarstki aż pulsowały mi z bólu który mi zadaje.
-Błagam przestać! Przestań! Nie chce tego! Będziesz żałował! Nie rób mi tego błagam! - krzyczałam nadal płacząc, moja klatka podnosiła się i opadała w nienaturalnym tępię.
-Przytrzymajcie ją! - nakazał.
Dwójka podeszła do mnie trzymając mnie natomiast tamten puścił moje nadgarstki żeby ręce przenieść na moje spodnie.
-Pomocy! Błagam niech mi ktoś pomoże! Błagam! - krzyczałam najgłośniej jak umiałam. Po chwili poczułam pieczenie na policzku.

Justin POV :

Jechałem ciemnymi uliczkami rozglądając się wszędzie, Caitlin podała mi zaledwie skrawek adresu pod którym była, jednak domyślałem się gdzie może się znajdować, wyścigi są w różnych miejscach i raz były właśnie na tej dzielnicy. Gdy dojechałem jak mniemam tam gdzie powinna się znajdować o dziwo nie było jej tam a jeśli ją gdzieś zabrali? Poczułem suchość w ustach, żołądek nieprzyjemnie skręcił mi się na samą myśl o tym co mogli jej zrobić. Momentalnie zacisnąłem dłonie w pięści. Zaparkowałem samochód po czym wysiadłem z niego. Furia przeszyła całe moje ciało, z zimnym wyrazem twarzy zacząłem biec szukając jej gdziekolwiek mogła być. Biegłem i krzyczałem jej imie jednak bez rezultatu, nikt nie odpowiedział na moje wołania. Czułem że tracę nad sobą kontrole. Gdy tylko znajdę tych gnojów pourywam im jaja i każe je zjeść. 
-Caitlin! - krzyczałem ile sił żeby tylko mogła mnie usłyszeć.
-Pomocy! - usłyszałem krzyk z oddali - Błagam niech mi ktoś pomoże! - słyszałem jak płacze.
Momentalnie przyspieszyłem, biegłem ile sił w nogach, dzięki temu że słyszałem jej pochlipywanie mogłem stwierdzić gdzie się znajduje. Coraz mocniej zaciskałem pięści i szczękę, zabije tych sukinsynów. Słysząc coraz głośniej wołanie o pomoc skręciłem w ostatnią uliczkę, na jej końcu zauważyłem postać półnagiej Caitlin a wokół niej poruszające się sylwetki trzech mężczyzn, chociaż dla mnie byli oni zwykłymi nic nie wartymi kawałkami główna którzy nie zasłużyli na miano prawdziwych mężczyzn.Szybko zacząłem zmierzać w ich kierunku kiedy jeden z nich zaczął kombinować przy bieliźnie brunetki, jej mała sylwetka trzęsła się z zimna, płakała błagając żeby tego nie robili a oni po prostu uderzyli ją w twarz. Złość ogarnęła całe moje ciało, straciłem nad sobą kontrolę i bez wahania zacząłem okładać pięściami jednego z nich. Co za chuje nawet nie umieją się obronić. Kopałem go i biłem gdzie się tylko dało aż na pomoc przyszedł mu drugi z nich, natomiast trzeci nadal przytrzymywał brunetkę prawdopodobnie żeby nigdzie nie uciekła. Gdy jeden z nich leżał już na ziemi wijąc się z bólu który mu zadałem zostałem odciągnięty i uderzony prosto w twarz po czym brzuch. Splunąłem krwią i nie czekając długo oddałem wszystkie zadane ciosy, niedługo potem drugi leżał na ziemi. Zacząłem podchodzić do trzeciego, pięści miałem mocno zaciśnięte podobnie jak szczękę. Zauważyłem błyszczący przedmiot w jego dłoni który zaczął przybliżać do Cait.
-Nie podchodź po podetnę jej gardło. - zawarczał przykładając ostrze do szyi dziewczyny.

Caitlin POV :

Poczułam wielką ulgę, ale też niepokój kiedy zobaczyłam Justina. Nie chciałam żeby coś mu się przeze mnie stało. Gdy zobaczyłam jak zaczyna się bójka pomiędzy nim a tamtymi dwoma miałam ochotę wyskoczyć z własnej skóry żeby tylko mu jakoś pomóc. Mieli przewagę liczebną ale Justin był zwinny i silny na tyle żeby pokonać dwóch z nich. Widziałam jak Justin bił się z Brad'em, wiedziałam że był dobry ale nie żeby aż tak. Kiedy chłopak zaczął podchodzić w moją stronę stojący przy mnie chłopak wyciągnął scyzoryk którym wcześniej pociął mój sweter. Gdy światło padło na twarz Justina zobaczyłam że miał rozciętą brew i wargę, z ran sączyła się krew, policzek zaczynał puchnąć łatwo można było przewidzieć że zrobi się tam siniak. Jednak on stał niewzruszony w tym samym miejscu patrząc na chłopaka obok mnie ciemnymi oczami. Pięści rozluźniał i zaciskał tak że pobielały mu knykcie, szczękę również miał zaciśniętą do granic możliwości.
Chłopak obok mnie przyglądał się twarzy Justina.
-Bieber? O kurwa.. - przeklną pod nosem. Natomiast tamta dwójka gdy tylko usłyszała nazwisko Justina na ostatnich siłach uciekli.
-Nie wiesz w co się władowałeś. - syknął Justin.
-Nie boję się ciebie. - prychną przyciskając ostrze do mojej szyi, poczułam jak zaczyna ściekać mi w tym miejscu krew, szyja zaczęła mnie piec na co jęknęłam w bólu.
Justin nie zastanawiając się dłużej sięgnął po coś za pasek swoich spodni. Na widok tego co trzymał w ręku poczułam jak z twarzy odpływają mi wszystkie kolory.
-A teraz ją puść albo jedna kulka trafi w twoje czoło. - sykną.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I mamy kolejny! Mam nadzieje że się podobał :D
Jest już ponad 12000 wejść! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! ijdogdhgoiehgei <3 To wiele dla mnie znaczy.
Jak myślicie co będzie dalej? Jak Justin się wytłumaczy? :DD
Na dzisiaj to tyle, zapraszam do komentowania i wyrażania swojej opinii na temat rozdziału.
Do natępnego ;*

Ps.Rozdział nie sprawdzany

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 22

Justin POV :

Samochód zaczął nabierać coraz to większej prędkości, czuje się jakbym był w siódmym niebie. Obrazy za oknem stawały się coraz bardziej rozmazane, wieżowce i budynki znikały tak szybko jak pojawiały się następne, jedyne co teraz widzę to droga przede mną oraz inne samochody biorące udział w wyścigu. Zakręt po zakręcie czułem coraz więcej przybywającej adrenaliny w żyłach, euforia wypełniała całe moje ciało. Przyciskając jeszcze mocniej pedał gazu samochód zawarczał, po chwili zmieniłem ponownie biegi zaciskając szczękę oraz palce na kierownicy. Nie ścigam się pierwszy raz wiem co z tego wyniknie. Otwierając schowek przełączyłem do góry dwa włączniki, ulepszenia robione przez Chris'a dały się we znaki, samochód zaczął jechać jeszcze szybciej a mnie lekko wgniotło w fotel. Spoglądając w wsteczne lusterko zobaczyłem że jadące za mną samochody zniknęły za ostatnim zakrętem . Szybkim ruchem skręcając w kolejną ulice Nowego Jorku czułem smak zwycięstwa, samochód zostawił po sobie czarne pasy na drodze przy hamowaniu na zakręcie, bardziej wyglądało to jak ślizg ponieważ auto jechało z wielką prędkością. Wyjechałem zza ostatniego zakrętu prowadzącego prosto na tak zwaną 'metę', ostatni raz spojrzałem w wsteczne lusterko zauważając że zaczyna doganiać mnie czarne volvo, docisnąłem do końca pedał gazu, samochód wyrwał się do przodu, przód auta podskoczył ku górze na pare sekund pozostając w powietrzu.

Caitlin POV :

Siedziałam na łóżku tuląc do siebie poduszkę, wszystkie myśli kłębiły się w mojej głowie nie dając mi spokoju, może powinnam go wysłuchać? Sama nie wiem dlaczego tak zareagowałam, może dlatego bo nie chcę zostać zraniona, to co czuję do Justina jest nie do opisania, nie umiem tego określić, wtedy w wesołym miasteczku to uczucie wzrosło na sile, to uczucie w żołądku i przyjemne mrowienie na skórze było nie do opisania. Mam pojęcie że Justin mógł nie czuć tego samego ale gdzieś w zakamarkach mojego umysłu mam nadzieję że jednak tak nie jest i coś do mnie czuje. Wiem że ja i on to dwa różne światy, no bo spójrzmy prawdzie w oczy on jest przystojny, dobrze zbudowany, założę się że nie jedna dziewczyna chciałaby z nim być, więc dlaczego miał wybrać by właśnie mnie? Jestem osobą dosyć nieśmiałą co do płci przeciwnej, jak na mój wiek przeszłam w życia dużo złych rzeczy między innymi była to właśnie strata ojca, nie zawsze taka byłam w przeszłości miałam grono przyjaciół, wychodziłam z nimi i byłan nawet lubiana, nie że od razu popularna, po prostu lubiana. Ale potem to wszystko diametralnie się zmieniło, 'przyjaciele' odwrócili sie do mnie plecami, chronili tylko i wyłącznie swojej reputacje, a wszystko to tylko i wyłącznie przez Brad'a bo nie dostał to czego chciał, a przecież on zawsze musi dostać to czego chce, jemu się nie odmawia.
Podniosłam się powoli z łóżka od razu kierując się w stronę łazienki, po drodze wzięłam czystą bieliznę oraz piżamę w postaci krótkich niebieskich spodenek w kropki oraz białego t-shirt'u po moim tacie, zawsze gdy zasypiam wtulam się w tą koszulkę ponieważ przypomina mi o nim, gdy zebrałam wszystkie potrzebne rzeczy weszłam do łazienki od razu zamykając ją na kluczyk. Początkowo zmyłam makijaż chusteczkami do demakijażu, kiedy tylko skończyłam to robić zaczęłam zrzucać z siebie ubrania. Gdy tylko pozbyłam się zbędnych ubrań oraz bielizny rozsunęłam drzwi od kabiny prysznicowej po czym gdy tylko znalazłam się w środku zasunęłam je. Odkręcając wodę i ustawiając ją tak aby była idealnie ciepła dla mojego ciała, sięgnęłam po szampon do włosów o zapachu dzikiej róży dokładnie wcierając go we włosy, gdy tylko skończyłam wcierać szampon spłukałam go dokładnie, zaraz potem do mojej ręki trafił płyn do ciała o kwiatowym zapachu i równie dokładnie wtarłam go w ciało. Gdy tylko skończyłam spłukiwać płyn wyszłam spod prysznica szczelnie owijając się  miękkim ręcznikiem, włosy zaś owinęłam drugim robiąc sobie na głowie tak zwany turban. Gdy dokładnie osuszyłam całe ciało wsunęłam na siebie świeżą bieliznę oraz piżamę, podchodząc do zlewu odkręciłam wodę biorąc do ręki szczoteczkę do zębów gdy tylko znalazła się na niej pasta zaczęłam szorować zęby, po skończonych czynnościach wyszłam z łazienki, zrobiłam się głodna, nie jadłam nic po powrocie do domu, a kiedy byłam z Justinem zjadłam tylko watę, od rau  skierowałam się do kuchni, jeszcze mokre włosy związałam w niechlujnego koka na czubku głowy.  Będąc w kuchni zajrzałam do lodówki wyjmując z niej sok pomarańczowy i jogurt . Do szklanki nalałam soku po czym odstawiłam karton do lodówki, wyjmując łyżeczkę z szafki otworzyłam jogurt zaczynając go jeść.
Po skończonym posiłku umyłam szklankę a puste opakowanie po jogurcie wyrzuciłam do kosza. Po drodze do pokoju zerknęłam jeszcze na zegarek 21.26 . Nie byłam jeszcze śpiąca, wręcz przeciwnie wszystkie emocje związane z tym wieczorem nadal we mnie buzowały. Wdrapując się na górę po schodach weszłam do pokoju gdzie Lucky leżał bawiąc się swoją zabawką, szybko złapałam za smycz po czym doczepiłam ją do obroży szczeniaka, z komody wyjęłam szare dresy po czym nie fatygując się żeby zdjąć spodenki włożyłam je na siebie, włosy zdążyły mi już do końca wyschnąć jednak nadal pozostawiłam je w koku. Szybko zeszłam po schodach chowając mojego iphone'a oraz słuchawki do kieszeni dresów. Włożyłam na siebie moją parkę khaki , rękawiczki oraz emu. Gdy tylko otworzyłam drzwi frontowe chłodne powietrze uderzyło we mnie w czego skutku lekko zadrżałam, na podwórku robiło się coraz to zimniej, trudno się dziwić nie mam pojęcia jakim cudem nie spadł jeszcze śnieg, temperatury są już minusowe. Mocniej ściskając w rękach smycz Lucky'iego zaczęłam iść przed siebie, było już ciemno jedyne co oświetlało tą ponurą ulicę to przydrożne latarnie rzucające żółtawe światła na chodnik oraz jezdnie. Powoli wyjęłam z kieszeni dresów telefon podłączając pod niego słuchawki które od razu wepchnęłam sobie do uszu, muzyka rozbrzmiała a ja zaczęłam lekko podrygiwać głową w jej rytmie. W pewnym momencie spaceru gdy w słuchawkach rozbrzmiewała piosenka Naughty Boy - Lifted ft. Emeli Sandé Lucky zaczął niespokojnie szarpać za smycz i powarkiwać szybko wyjęłam słuchawki z uszu żeby ocenić czemu szczeniak zachowuje się tak dziwnie. Rozejrzałam się nerwowo naokoło jednak nic nadzwyczajnego nie zobaczyłam, coś jednak przykuło moją uwagę. Nie mam pojęcia nawet kiedy wyszłam z mojej dzielnicy, rozejrzałam się jeszcze raz w poszukiwaniu czegoś co mogłoby mi pomóc stwierdzić gdzie się znajduję, nic. Ulica była ponura, jedna z latarni migotała, ta ulica jest jak z horroru, teraz powinien wyskoczyć na mnie facet z piłą motorową zamiast dłoni. Poczułam jakby coś się za mną poruszyło, szybko odwróciłam głowę w tamtą stronę jednak niczego nie dostrzegłam, szybko złapałam warczącego szczeniaka na ręce i zaczęłam nerwowo iść a raczej truchtać w poszukiwaniu czegoś co pomogłoby mi dowiedzieć się gdzie jestem. Szybko wyciągnęłam telefon z kieszeni żeby zadzwonić po pomoc, przez słuchanie muzyki bateria na nim była prawie rozładowana, zasięg też był bardzo słaby. Wstukałam najprędzej jak umiałam numer mojej mamy przykładając urządzenie do ucha pierwszy sygnał, drugi, trzeci i kolejne, nie odpowiadała . Szłam coraz to ciemniejszą ulicą nerwowo się rozglądając, budynki były dość stare, poobdzierane lub miały na sobie graffiti.
-Gdzie ja jestem?! - szepnęłam pocierając czoło nadal się rozglądając.
Zostało mi jedno wyjście. Szybko wstukałam kolej cyfr do telefonu przykładając go do ucha .
-Odbierz błagam, odbierz. - mówiłam do siebie w nadziej że to coś da. 
Po drugim sygnale usłyszałam szmery po drugiej stronie.
-Caitlin ja ci to wszystko wytłuma- - nie dałam dokończyć .
-Justin! - pisnęłam szczęśliwa. - Justin proszę pomóż mi. 
-Co się stało? - usłyszałam że wstał, prawdopodobnie z kanapy bo było słychać poskrzypywanie.
-N-nie wiem gdzie jestem, wyszłam z Lucky'im na spacer ale słuchając muzyki nie zdawałam sobie sprawy że wychodzę poza moją ulicę, tu tu jest strasznie. Stare poobdzierane budynki, Lucky ciągle warczy a mnie wydaje się że ktoś za mną idzie. - mówiłam na jednym wdechu jakby to miało pomóc.
-Opisz mi gdzie dokładnie jesteś. - domyślam się że właśnie złapał kluczyki bo usłyszałam brzęk metalu.
-N-nie wiem, stare budynki, chyba opuszczone, jest tu pare mieszkań, nigdy wcześniej tu nie byłam, bateria mi pada, Justin? Justin słyszysz mnie? 
-No witaj laleczko. - słyszałam za sobą czyjś głos. 
Szybko odwróciłam się w tamta stronę żeby zobaczyć stojącego dwa kroki ode mnie chłopaka, wyglądał na dwadzieścia parę lat, na sobie miał zwyczajną szarą bluzę oraz jeansy, głowę miał wygoloną, na szyi były widoczne tatuaże, mogłam się domyślić że cały był nimi pokryty, zza rogu wyłonił się drugi ciemnoskóry postawny chłopak, chyba starszy, miał krótkie dredy z ubioru podobny był do poprzedniego. 
-Czego chcecie? - zapytałam zaczynając się trząść, telefon nadal trzymałam w ręku, przyciskając go do siebie jakby w jakiś magiczny sposób miał mi pomóc, szczeniak zaczął wyrywać mi się z rąk a w telefonie mogłam słyszeć zdenerwowanego Justina krzyczącego moje imię. 
-J-Justin ktoś tu jest, proszę pomóż mi. - zaczynałam płakać bojąc się co może się stać, nieznajomi zaczęli do mnie podchodzić. - Idą do mnie.
-Kto, kto do ciebie idzie?! Caitlin, Caitlin jesteś tam?! - Justin był zdenerwowany, usłyszałam zamykanie się drzwi samochodu. - Powiedz co widzisz!
-Widzę - rozejrzałam się jeszcze raz kiedy cofałam się przed nieznajomymi. - Numer budynku, jest numer budynku.
-Jaki?!
-43, 43 Gran- -   po tym usłyszałam dźwięk kończącego połączenia, spojrzałam na telefon widząc czarny ekran, próbowałam usilnie go włączyć z powrotem jednak nic z tego nie wyszło, rozładował się. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! I mamy kolejny rozdział :D Mam nadzieję że wam się podobał bo mi jakoś niespecjalnie ;/ Ale oceńcie sami :D 
Mam do was prośbę, widzę że wejść jest już ponad 11356 i bardzo, bardzo mnie to cieszy. Ale chciałabym znać wasze opinie na temat rozdziałów, jestem za każdy komentarz bardzo wdzięczna i każdy wywołuje uśmiech na mojej twarzy i wszystkie mnie motywują. 
Chciałabym znać wasze zdanie na temat rozdziałów, a jest ich coraz mniej :( Więc proszę wyrażajcie swoje opinie. 
To tyle, do następnego ;*
 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 21

Caitlin POV :
Moja bajka zniknęła w mgnieniu oka, tak cudowny wieczór skończył się porażką . Justin ma dziewczynę? Przecież pytałam, czemu nie powiedział mi prawdy? Poczułam jak pod powiekami zbierają mi się łzy, jednak starałam się ich nie ujawniać,  nie chcę dawać mu tej satysfakcji ze zranienia mnie.
-Co ty kurwa robisz? Jaką dziewczyną?! - Justin wyraźnie zdenerwowany odepchnął od siebie dziewczynę .
-Oj kotku nie denerwuj się. - Alexis, bo tak chyba się nazwa, powiedziała przesłodzonym tonem .
-Justin? - gdy zebrałam w sobie odwagę odezwałam się . Chłopak odwrócił się w moją stronę, jego twarz widocznie złagodniała .
-Caitlin ja ci mogę wszystko wytłumaczyć . - powiedział robiąc krok w moją stronę .
-Po prostu odwieź mnie do domu .
-Ale..
-Proszę...proszę cię tylko żebyś odwiózł mnie już do domu . - przeszłam koło niego kierując się do samochodu chłopaka .
Gdy szłam słyszałam jeszcze jak Justin rozmawia z dziewczyną po czym zaczął iść w moją stronę . Bez słowa wsiadłam do pojazdu cierpliwie czekając aż Justin dołączy do mnie, gdy tylko usiadł na miejscu kierowcy odpalił silnik i ruszył w stronę mojego domu . Próbował ze mną rozmawiać , tłumaczyć ale ja nie miałam najmniejszej ochoty tego słuchać . Patrzyłam przez okno jak domy i drzewa rozmazują się przez prędkość jaką jedzie samochód . Gdy tylko zatrzymaliśmy się przed moim domem wyskoczyłam z niego nie czekając aż chłopak otworzy mi drzwi . Gdy sięgałam po klamkę frontowych drzwi usłyszałam zamykanie się drzwi samochodu .
-Caitlin proszę porozmawiajmy ja mogę ci to wszystko wytłumaczyć , proszę . - w jego głosie mogłam dostrzec że naprawdę chciał mi się wytłumaczyć , jednak jedyna na co miałam teraz ochotę to schować się pod kołdrą na moim łóżku i płakać .
-Nie mamy o czym rozmawiać Justin, przepraszam . - szepnęłam i pchnęłam drzwi wchodząc do środka .
Pobiegłam do mojego pokoju od razu zamykając drzwi na klucz , nie chciałam żeby mama zadawała mi pytania , nie mam na to siły .
Zaczęłam czuć coś do Justina a wychodzi na to że ja dla niego jestem tylko kolejną zabawką . Podeszłam do okno lekko odsłaniając zasłonę , chłopak siedział nadal w swoim samochodzie , uderzał rękami w kierownice po czym przyłożył do niej głowę zaciskając mocno ręce . Próbował do mnie dzwonić , nie odbierałam . Co miałam mu powiedzieć? Po pewnym czasie ruszył z piskiem opon.

Justin POV :

Gdy tylko nieco się uspokoiłem ruszyłem z podjazdu Caitlin . Nie chciałem żeby tak wszyło, nie chciałem jej zranić, nie wiedziałem że Alexis przyjeżdża . Łamiąc wszystkie przepisy drogowe jechałem do mojego najlepszego przyjaciela. Skręcając w uliczkę zobaczyłem tak znany mi już widok jego warsztat, zaparkowałem tuż przy wejściu . Szybko wyskoczyłem z samochodu sprawdzając godzinę na moim iphonie, dochodziła 11 wieczorem, światło w pomieszczeniu było zapalone, po tym mogłem wywnioskować że Chris jest w środku . Gdy tylko pchnąłem metalowe drzwi do moich nozdrzy dotarł zapach spalin . Przechodząc przez wielkie pomieszczenie dotarłem do małego pokoiku .
-Siema stary . - rzuciłem siadając na kanapę stojącą przy ścianie. Chris obrócił głowę z nad różnych  papierów .
-Siema . - mruknął . - Stało się coś? - Obracając się na obrotowym krześle spojrzał na mnie .
-Dzisiejszy wyścig nadal jest aktualny? - zapytałem mając nadzieję że tak .
-Yep . - przytakną .
-Wyprowadź moje bmv . Czekam na zewnątrz . - powiedziałem wstając z kanapy tym samym szybko wychodząc z pomieszczenia i unikając ciekawskiego spojrzenia przyjaciela .
Po dziesięciu minutach czekania usłyszałem znajomy mi warkot silnika oraz otwierające się drzwi warsztatu. Białe bmw wyjechało stając tuż przed moimi nogami, Chris wysiadł rzucając kluczyki w moją stronę .
-Trochę go jeszcze podrasowałem . - uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów .
-I to rozumiem, dzięki stary . - uśmiechnąłem się wsiadając do pojazdu .
Wkładając kluczyki do stacyjki odpaliłem bmw słysząc przyjazny dla moich uszu warkot silnika . Naciskając na pedał gazu wyjechałem na drogę prowadzącą prosto tam gdzie miał odbyć się dzisiejszy wyścig . Skręcając w ostatnią ulicę usłyszałem warkoty silników oraz wydobywającą się z głośników muzykę . Po paru sekundach byłem na miejscu, przejeżdżając koło różnych sportowych aut. Skąpo ubrane dziewczyny przechadzały się od auta do auta obściskując się z kierowcami. Gdy tylko zaparkowałem wyszedłem z bmw, do moich nozdrzy dobiegł zapach marihuany zmieszany z potem oraz adrenaliną , woń alkoholu można było wyczuć od razu . Gdy tylko dziewczyny zarejestrowały że przyjechałem w szybkim tępię podbiegły do mnie chichocząc głupio.
-Yo, Bieber! Tutaj. - usłyszałem z przeciwnej strony, szybko spojrzałem w tamtą stronę. Czarnoskóry chłopak stał oparty o maskę samochodu otoczony grupką dziewczyn. Z jego ust zwisał skręt a on sam patrzył się prosto na mnie .
-Siema Darren . - uśmiechnąłem się podchodząc do chłopaka.
-Dawno cię tu nie było Bieber. - podał mi nowego skręta .
-Miałem kilka spraw do załatwienia . - wziąłem dużego bucha chwila trzymając go w płucach po czym wypuszczając . - O której się zaczyna?
Spoglądając na złoty zegarek będący na jego nadgarstku Darren spojrzał z powrotem na mnie. - Za dziesięć minut. Gdy usłyszałem warkoty silników za sobą odwróciłem głowę w tamtą stronę. Samochody podjeżdżały na tak zwaną 'linie startu'. Żegnając się z Darren'em odwróciłem się idą w stronę mojego bmw. Gdy tylko wsiadłem do środka odpaliłem silnik i podjechałem do rzędu stojących i czekających na rozpoczęcie wyścigu aut. Wrzucając jointa przez okno ścisnąłem ręce na kierownicy . Długonoga blondynka w skąpej spódniczce oraz wielkim dekoltem stanęła naprzeciwko podnosząc białą chustę do góry . Silniki zawarczały.
Gdy tylko chusta znalazła się na drodze wszystkie samochody wystrzeliły do przodu. Wcisnąłem pedał gazu  od razu nabierając prędkości, adrenalina wystrzeliła mi w żyłach .
No to zaczynamy zabawę . 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, BARDZO WAS PRZEPRASZAM że nie było tak długo rozdziału. Jeśli wpadacie na mojego ask'a to powinniście wiedzieć że miałam problemy ze zdrowiem. Teraz rozdziały będę starała się dodawać już normalnie . Jeszcze raz was bardzo przepraszam .
Chciałam wam też życzyć Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku ! :)
CHCIAŁAM WAM TEŻ PODZIĘKOWAĆ ZA PONAD 10160 WEJŚĆ! <3
Do następnego ;*

Ps.Rozdział nie sprawdzany.